silva rerum

środa, 06 czerwca 2012

opera rara. Cezar w Egipcie

dziś .dwójka. godz. 20:00.

czwartek, 05 kwietnia 2012

puste godziny, nic nieznaczące zdarzenia, ogłupiający banał codzienności. nuda podróży. smutek podróży. kto o tym napisze? kto się do tego przyzna? kto strząśnie z siebie krępujący imperatyw estetycznej delektacji [...]. (Czaja)

poniedziałek, 19 grudnia 2011
wtorek, 13 grudnia 2011
to nieprawda, że akurat Saint-Malo było tak niezapomnianie piękne, a nastrój Pistoi tak boleśnie słodki, a Chartres tak ekscytująco ciemnoniebieskie, a Bergen tak sennie szare i deszczowe. [...] cudowne było wszystko razem, więc nie potrafię się uwolnić od wspomnień, tęsknię do wszystkich tych miejsc naraz i z osobna, do każdego zakątka, niespokojnie i żałośnie. bo to była wspaniała podróż. i wspólna - brała w niej udział cała ludzkość. wszystkie krajobrazy i wszystkie miasta znaczyły dla nas to samo, pozostawiły takie samo wspomnienie. [...] młodość. (Marai)

środa, 07 grudnia 2011
sobota, 19 listopada 2011

Oberto Verdiego. dziś o 20:00. dwojka.

środa, 21 września 2011

wszystko, co robi Jordi Savall bardzo mnie interesuje . 

w radiowej dwójce (retransmisja) Savall i Xesperion XXI obszerne zaprezentują fragmenty albumu Istanbul, ilustrującego wielokulturowe tradycje oraz zawiłą historię Stambułu - kompozycje księcia Dimitrie Cantemira, tradycyjną muzykę armeńską, pieśni sefardyjskie.

dziś o 19-00. bardzo polecam.

------

wczoraj dodano jeszcze fragmenty Zapomnianego Królestwa. było pieknie.

poniedziałek, 08 sierpnia 2011

zachwyt. Gioia.

tak sie cieszę, że mogę jej piękny głos w końcu mieć na własność. premiera albumu 11 sierpnia. a w pażdzierniku będzie można ją zobaczyć w Łucji z Lammermooru w Warszawie. może niedługo doczekamy się jej znów we Wrocławiu...  

i smaczny wątek. opera i jedzenie


a teraz wracam do codzienności i smażenia racuchów. 

piątek, 17 czerwca 2011

bo gna nas nad Bałtyk.

zostawiam Was z notatkami prof. Wodnickiego. tak brakowało mi Muratowa Prowansji. i proszę. znalazłam. szukajcie tej książki. jest wspaniała. świetlista. ma ten rytm. 

znalazłam też Gorzkie cytryny Cypru Durrella. cieszy, że wychodzą w końcu po polsku jego książki podróżnicze, choć bez ładu i składu, mam wrażenie, co do kolejności tytułów. (ja od lat czekam na to i na to) tak czy inaczej to dobra lektura na czerwiec.

i są juz nowe ZL z sylwetką Chatwina.

zatem macie doborowe towarzystwo.

możemy wyjeżdzać. a gdyby jednak lało, to Curvers będzie mi parasolem.

i smaczne ps. przypominam, eko bazar, Falanster, 26 czerwca, 11:00-13:30. 


piątek, 10 czerwca 2011
w szkole w Kiełczowie dzieci chrupią marchewki, same wyciskają soki z cytrusów i komponują kanapki. to jedyna w Polsce szkoła, która bierze udział w programie European Schools for Healthy Food. - nie chcemy śmieciowego jedzenia - mówią nauczyciele i dzieci.

szefowa kuchni i sklepiku Krystyna Piejko codziennie sama obiera kilka kilogramów marchwi. soczysta schłodzona marchewka po 10 groszy jest szkolnym hitem. za złotówkę w szkolnym sklepiku można kupić jabłko, gruszkę albo pomarańczę. za dwa złote - kanapkę wedle własnej kompozycji: dzieci same wybierają dodatki, np. pomidor, ser, ogórek. jeśli czipsy, to tylko z buraków, pomidorów i jabłek. żadnych kolorowych gazowanych napojów, wyłącznie woda mineralna. żadnych cukierków, tostów, żelków.

codziennie gotuje się świeże zupy (wczoraj serwowano wiosenną, inną ulubioną przez uczniów jest neapolitańska z serem) i podaje surówki. zupa jest zawsze w wazie, dzieci częstują się nawzajem i zjadają tyle, na ile mają ochotę. wszystkie warzywa i część owoców są od dostawcy z sąsiedniej wsi. za kilka dni przy szkole powstanie ogródek, w którym dzieci same będą uprawiać zieleninę i warzywa. na ścianach wiszą przepisy na serowego jeża, krokodyla z ogórka i łódki z jajek oraz hasło "Jedz lokalnie, myśl globalnie". dzieci same wymyśliły piątki ze smakiem - tego dnia przynoszą własne domowe przepisy i pieką owsiane ciasteczka albo robią sałatki. zwiedzają także lokalne piekarnie, gdzie same piekły bułki.


wiecej na slowfood.pl

nawet w ostatnich WO jest o tym artukuł. no prawie załuję, że juz tam nie mieszkamy:))

wtorek, 29 marca 2011

kroczyła zamaszyście naprzód. wody ściągały w koryta rzeczułek, gleba stężała, rozparzyła się ciepłem słońca, przesiąkła świeżą deszczową wilgocią - i roslinność wschodziła, rozwijała się, kwitła. pożółkła i spleśniała ruń żytnia na Klinie zaczęła szybko zielenić się i krzączyć. z kęp łęgowych wywijała się krzywymi haczykami paproć, rosnąc w oczach i rozkładając się jak palma, między nimi podnosiły się bujnie leżaje, asak, kozielce, gdzieś indziej - w miejscach przepastnego bagna - wschodziła mokrzyca, kopytnik,rozrastały się rohoże i jawór. w moczarach brzozowych wyłaniały się z kożuchów mchu, chwoszcze skrzypiące, bobek i łyżeczki. czarnolesia zazieleniły się szczawiem zajęczym i stożkami orzechów ziemnych. las odziewał się, szeleścił liścmi, szumiał. doliny borów sosnowych i otoki błot żurawinnych zabieliły się kwieciem bohunów*, bujaków, brusznic. na łąkach coraz jaskrawiej skrzyły się kwiaty łopuchów, gożdzików, lenku, dzięcieliny. a zaścianek wprost tonął w kwieciu sadów, zieleni więzów i lip. (Czarnyszewicz)


zachwyt.


*bohun-bagno zwyczajne (roślinne), nazwy ludowe: świńskie bagno, dziki rozmaryn, rozmaryn leśny, bagniak.

poniedziałek, 13 grudnia 2010

hespera oznacza zachód. Hesperia to starożytne określenie Półwyspu Apenińskiego i Iberyjskiego.

... bo nowa płyta-cudo Xesperion XXI. choć płyta to mało precyzyjne określenie tego wydania. 


suita barokowa lub partita – szereg tańców, zwykle w następującej kolejności: allemande, courante, sarabanda i gigue, często jednak rozszerzana o inne tańce (np. passepied, menuet, gawot) lub ustępy nietaneczne (np. capriccio, burleska, scherzo, aria).

... bo bachowskie partity dziś zachwyciły.


a propos form tanecznych i muzyki w ogole.
krótkie polecajki do kolekcji dzieciecej literatury muzycznej:
bo do małego Chopina, muzyki pana Chopina czy muzyki pana Szymanowskiego juz sie przyzwyczailiśmy. 

a Biedrona popija rodzinną herbatkę. podobnie jak mama. 

wtorek, 04 sierpnia 2009

juz jest. Paryż śladami pisarzy.
okazała secesja wrocławska. rarytas jak dla mnie. polecam gorąco.
promsy w radiowej dwójce. to taki mój klasyczny wyznacznik lata. więcej tu.
a poza tym nowy Ryms.
i z opóźnieniem. ZL nr 105 był o Czapskim.

z ostatniej chwili. mamy loczki i szósty ząb w drodze. i co wy na to?

piątek, 03 lipca 2009

wydawnictwo słowo obraz terytoria stworzyło nową serię terytoria dzieciom.
na razie dwie pozycje. zobaczymy jak będzie dalej.


kalimba i drewniaczek - fajne zabawki.

a ja zachorowałam na muminkowe foremki do ciastek
i liściaste zakładki do książek.
:D
i bardzo spodobała mi się seria z cyklu w co się bawić.
szukam podobnych.

ps. trwają dwa maratony czytelnicze.

peryferia i kolorowe czytanie.

wtorek, 21 kwietnia 2009

jeden z moich ulubionych.
un coeur en provence

czwartek, 09 kwietnia 2009
wtorek, 07 kwietnia 2009

le Clezio? niech będzie Le Clezio, choć nie mam pojęcia co by tu o nim... le Clezio odwiedził mnie z żoną wkrótce po moim przybyciu do Vence i wywarł jak najlepsze wrażenie, poważny, inteligentny, szczery. dramatyczny (ma 27 lat) i skupiony. bardzo urodziwy, a bardziej jeszcze fotogeniczny, więc Express i inne revues walą jego fotografie na całą stronę.

prasa widzi w nim czołową sławę literatury francuskiej a l’heure de promesse, jest już znany w Europie, skatalogowany jako przyszły Camus Francji, ludzie przystają, gdy idzie ulicą. dwadzieścia siedem lat, a już trzy powieści (ci Francuzi,rzeczywiście...).

pomijając niewygodny fakt tej nieco karkołomnej pozycji, Le Clezio —tak mi się zdaje — jest zagrożony z dwóch stron. pierwsze niebezpieczeństwo, to gatunek życia jaki mu przypadł w udziale, zbyt rajsko-idylliczny. zdrów, krzepki, opalony wśród kwiatów Nicei, z ładną żoną, krewetki, rozgłos i plaża... czegóż chcieć więcej? jego powieści dyszą mrokiem nieprzeniknionym najskrajniejszej rozpaczy, gdy on sam, młody bóg w majteczkach kąpielowych, zanurza się w lazury słone Morza Śródziemnego. ale ta kontrowersja jest zbyt naskórkowa, aby go mogła naprawdę skompromitować i dopiero drugi Jad, o wiele bardziej przenikający, staje się wehikułem tej pierwszej trucizny. ten drugi jad, to uroda.

musiałbym go znać, gdy miał lat czternaście, trzynaście, aby móc o tym coś konkretniejszego powiedzieć. tak jak go widzę obecnie, on broni się przed urodą przede wszystkim głosem — który jest niespodziewanie gruby, męski, solidny — tudzież krańcowym tragizmem swej wizji świata, a także heroizmem postawy etycznej. mimo to zdarzają mu się pewne koncesje, jego żona, na  przykład, tez jest ładniutka i mają samochodzik sportowy niezłej marki, niemniej przystojny. a też uważam za bardzo znaczące i charakterystyczne iż mieszkają w Nicei na placu, który się nazywa Ile de Beaute. nie będę twierdził, naturalnie, że umyślnie ten plac sobie wybrali, ale w życiu zdarzają się takie zbieżności niedyskretne, demaskujące ukrytą tendencję... ten przypadek, moim zdaniem, nie jest wyłącznie przypadkiem.

le Clezio tedy składa się z kontrastów: z jednej strony uroda,zdrowie, sława, fotosy, Nicea, róże, samochodzik, z drugiej ciemność, noc, pustka, samotność, absurd, śmierć. ale jego największa trudność to, iż w nim dramat staje się urodziwy, powabny. on się buntuje, „młodość, nie wiem co to jest, to nie istnieje”, powiedział w którymś wywiadzie... ale nie wziął pod uwagę, że młodym nie jest się dla siebie samego, młodym jest się dla innych,poprzez innych. jedyne co by go mogło uratować, to śmiech.  (Gombrowicz)

środa, 18 marca 2009

prezent.
mój Paryż. druga,
po mojej Portugalii, cześć tryptyku europejskiego.
rzecz jasna szczególnie czekam na tę ostatnią czyli moją Prowansję. wprawdzie mój Paryż to w sporej części Paryż Młodopolski - osobne wydawnictwo, w którego posiadaniu jestem ale i tak się cieszę z tej książki. domyślam się, że moja Prowansja zawierać będzie w całości m.in. studia polsko-prowansalskie, jedną z moich zdobyczy aukcyjnych.

aha. cykady w końcu się obudziły. naszą Misię też uspokajam płytą z cykadami. w końcu to mała Prowansalka i też za nimi tęskni.

poniedziałek, 07 kwietnia 2008

jakby tę butelkę wina i cytrynę
podano na obrusach z meduz na piaszczystym dnie
morza
nawet światło jest takie jak pod migotliwą falą
ślizgającą się w bladym słonecznym blasku
ale naprawdę jest to zastawa do śniadania
na wiejskim tarasie
zapewne gdzieś nad Morzem Śródziemnym
zaraz nadejdą w lekkich strojach ci którzy
tu zasiądą
ich rozmowy i śmiech rozdzwonią cienki kryształ
poranka
różowość i biel trwają w spokojnym oczekiwaniu
nieobecność pełna jest harmonijnej słodyczy
(Hartwig)


* być może to ten.

poniedziałek, 31 marca 2008



auberge du Vieux-Garçon*. Hans Oplatka 1931

od lewej stoją: Georges Simenon**i patron oberży Isidore Fauzé, dwaj żandarmi (w jasnych uniformach) i garde champêtre Gallet (w ciemnym uniformie). reprodukcja pochodzi z magazynu The Strand, październik, 1947.


*okolice Meung-sur-Loire.
** więcej tu.

wtorek, 18 marca 2008

bo więcej to warte dla mnie niż ten cały wielkanocny spazm.

wspaniałości Tymonowe czyli
zaproszenie do podróży. szkice o miastach i kulturach.
czyli dziennik intymny, cykl prasowy, wspomnienia proustowskie, artykuły okolicznościowe, eseje polemiczne, rozprawy użytkowe i tym podobne.

czuję głębokie, przejmujące osamotnienie: zdaję się zawieszony między dwoma obcościami. zresztą - myślę ciągle w tym samym cieniu, padającym od Paryża - p o d r ó ż  j e s t  p r o c e s e m  w y o s a b n i a n i a  z e  ś w i a t a  i  z  s i e b i e.

[...] żadna podróż nie zaspokaja, nie nasyca, nie ucisza. w porządku doczesnym, w wymiarze czysto ludzkim i wyłącznie ziemskim jest to bodaj nie do osiągnięcia lub trudno osiągalne. w tym zawiera się może metafizyczny, religijny sens podróżowania.

to nieprawda, że ma się tylko jedną ojczyznę. to prawda, że także tutaj (tj. we Francji) jest moja ojczyzna [...] . ojczyzna to jest miejsce na ziemi i miejsce w duchu, które się pomnaża. z którego zdobywa się świat. to nieprawda, że Europa jest złudzeniem. to prawda, że jest kształtem trudnej wierności, gorzkim, ale jedynym sensem naszego życia.

nasycał swoje słowa obrazami. nazwałem go kiedyś poetą eseju. (Pomian)

więcej o książce. i słowo wydawcy.

czwartek, 13 marca 2008



Claude Monet 1906 Art Institute of Chicago

zdjął okulary i odłożył książkę
patrzył teraz na staw
coraz szerzej pokrywający się rzęsą
tam gdzie powierzchnia była jeszcze gładka
igrały w podskokach drobne iskierki
po zwartej ścianie zieleni drzew
przemykały słoneczne smugi
przeganiane ruchem chmur
włożył okulary i wrócił do lektury
ale nie mógł się skupić
zdjął okulary
dopiero teraz zauważył zieloną wysepkę
z kwiatem lilii wodnej
w odległej zatoczce stawu
nie było jej tam ubiegłego lata
(Hartwig)


poniedziałek, 10 marca 2008

były portrety kobiet.
teraz nastał czas 6 kontynentów.

i będą kolejne.

wtorek, 13 listopada 2007

skaza korkowa trafia się we wszystkich rocznikach, w najbardziej znanych markach. w skali całego świata nawet do 6 proc. butelek dotknietych jest taką niedyspozycja. ilość ta rośnie w ostatnich latach. i nie może być inaczej, ponieważ świat pije coraz więcej wina, rozsmakowali sie w nim Japończycy, Chińczycy, Kanadyjczycy, Skandynawowie, Polacy. wprawdzie huty szkła radzą sobie z produkowaniem dodatkowych setek milionów butelek, ale przyroda nie nadąża z dostarczaniem naturalnych zatyczek.

największym producentem korków na świecie jest Portugalia, ale duże jego plantacje znajdują się także w południowo-zachodniej części Hiszpanii, Sardynii i Korsyki. swoimi drzewostanami (bardzo skromnymi) może pochwalić się także Francja, a dokładniej południe Francji, jak również Republika Południowej Afryki. drzewa odziera się z kory po raz pierwszy po 25-30 latach życia. kolejny zabieg można przeprowadzić dopiero po kolejnych 10 latach, gdyż tak długo trwa odrastanie kory.
korek* składa się z obumarłych komórek tkanki drzewnej. są one wypełnione azotem i nie przepuszczają powietrza ani wody. powietrze co najwyżej może przeniknąć między korkiem a wewnętrzną ścianką szyjki butelki. ale im wyższa jakość korka, tym mniejsza wymiana powietrza, bowiem suberyna czyli substancja, z której zbudowane są ścianki komórek, jest bardzo elastyczna i przylega ściśle do szkła. ważne jest także, by kora cięta w poprzek tzw. przetchlinek - kanalików o luźno ułożonych komórkach i dużych przestworach międzykomórkowych, brak wówczas dróg, przez które do butelki mogłyby się przedostać większe ilości tlenu. w bezpośrednim sąsiedztwie owych przetchlinek korek jest zresztą najbardziej kruchy. Dlatego najwyższe ceny osiągają te korki, które mają ich jak najmniej. po zdjęciu kory z dębu, suszy się ją pod gołym niebem przynajmniej przez 6 miesięcy. następnie gotuje się ją i dezynfekuje. kolejny etap, czyli selekcja płatów kory, wymaga wielkiego doświadczenia i dlatego zajmują się tym wyłącznie odpowiednio wyszkoleni pracownicy. jedynie połowa materiału zostaje przekazana do dalszej produkcji, a ten odrzucony posłuży do wyrobu tapet korkowych i innych materiałów dekoracyjnych. najlepsze płaty tnie się w poprzek na pasy o szerokości odpowiadającej dokładnie wymaganej długości korków, następnie bieli się je (obecnie najczęściej przy użyciu nadtlenku wodoru) i wytłacza z nich korki. aby korek nie stawiał zbędnego oporu podczas umieszczania w butelce, pokrywa się go warstwą parafiny lub silikonu.

wzrost liczby butelek trącących korkiem i pleśnią w ostatnich latach można tłumaczyć tym, że pozyskuje się coraz więcej kory z dolnych dębów korkowych, gdzie znajduje się więcej niepożądanych substancji, na przykład chloru, podczas gdy należałby ją pozyskiwać z części górnej, gdzie kora jest lepszej jakości, bardziej sucha. w związku ze zwiekszeniem produkcji wina w skali całego świata, producenci naturalnych korków nie są w stanie zaspokoić popytu

wino w butelce raz otwartej i ponownie zatkanej korkiem przechowuje się gorzej, traci bukiet, jest w słabszej kondycji od wina w ponownie zakręcanej flaszy. najnowsze badania przeprowadzone wśród konsumentów wykazały. że około 90 proc. kupowanych win wypijanych jest od kilku godzin do dwóch dni od zakupu. wlasnie tym winom, przeznaczonym do bieżącej konsumpcji, zakrętki** lepiej chronią aromat. enolodzy wyjaśnili to zjawisko: jedynym celem zamykania butelki jest ograniczenie dostępu powietrza. nie ma żadnych naukowych dowodów,że korek roni to lepiej od zakrętki. jeżeli ktoś upiera się przy korku, poddaje się sile tradycji.

wielcy producenci wina juz zdecydowali się na taki krok. pionierami są winiarze australijscy. z korków zrezygnowało już wiele winnic z Nowej Zelandii***, Kalifornii**** i Ameryki Południowej.
aktualnie na całym świecie sprzedaje się znacznie ponad 500 milionów zakręcanych butelek rocznie. specjaliści przewidują, że za pięć lat ponad połowa butelek, w tym także wina z górnej półki, będzie zakręcana.


* sam korek jest cennym źródłem informacji o trunku, dlatego znawcy tematu często nazywają go zwierciadłem wina. dzięki niemu mogą bowiem dowiedzieć się, jak wino było przechowywane i w jakiej obecnie jest kondycji. jeśli na korku znajduje się warstwa pleśni, oznacza to, że butelka była przechowywana w wilgotnym miejscu (wskazana jest stała wilgotność ok. 70% w czasie leżakowania), ale sama pleśń na korku wcale nie oznacza, że wino jest zepsute. podczas odkorkowywania sprawdza się również elastyczność korka - jeśli pękł i zaczął się kruszyć (ale nie w wyniku nieprawidłowego użycia korkociągu) to oznacza, że stracił swoją wilgotność, a przez to także szczelność i najprawdopodobniej powietrze dostało się do środka i utleniło wino. jeżeli korek ma intensywny, głęboki kolor, oznacza to, że jest korkiem starym. jeżeli natomiast po wyciągnięciu stwierdzimy, że jest w jasny i bardzo giętki, możemy się domyślać, że wino (a przy tym i sam korek) jest dość młode.
** dużą sławę zyskał kapsel odkręcany, wynaleziony przez francuską firmę Stelvin. w latach 50. i 60. XX wieku większość butelek wina zamykanych była stelvinami. z czasem jednak kapsel stał się symbolem taniego wina owocowego, więc ponownie wyparty został przez korek.
***
tak sprzedawane jest wino Kim Crawford Sauvignon Blanc.
****
kalifornijska winnica Bonny Doon z San Jose, słynąca z nowatorskiego marketingu i wysokiej jakości win, prowadzi zakrojoną na szeroką skalę kampanię na rzecz zakrętek.

a wszystko wyczytałam na opakowania.com.pl i w rzeczypospolitej.

czwartek, 09 sierpnia 2007

za czasów Voltaire’a znane było w ogrodach Palais-Royal takie miejsce, gdzie spotykali się próżniacy, prostytutki i spekulanci - cały światek; tam również zbierali się nowinkarze. miejsce to znajdowało się u stóp drzewa Kraków - L’arbre de Cracovie, rozłożystego kasztanowca, użyczającego swego cienia nowinkom i plotkom z całej Europy. nie bardzo wiadomo, dlaczego drzewo tak właśnie ochrzczono. niektórzy uważają, że miało to związek z zagmatwaną sprawą sukcesji po Janie Sobieskim, którą cała Europa śledziła z zainteresowaniem na przełomie XVII i XVIII wieku. lecz dlaczego w takim razie Kraków, skoro stolicą polskiego królestwa już od ponad wieku była Warszawa? dla innych nazwa drzewa wywodziła się z homofonii łączącej nazwę dawnej stolicy Polski z czasownikiem craquer w znaczeniu kłamać, rozpowszechniać brednie i fałszywe nowiny.

tę symboliczną obecność Polski, umiejscowioną pośrodku ogrodu nazywanego wówczas stolicą Paryża, czyli stolicą stolic, tłumaczono więc z jednej strony historią lub, dokładniej, słowami wypowiadanymi na temat historycznych wydarzeń, z drugiej zaś - zabawką językową, grą słów. w obu wypadkach obecność polska w sercu Paryża oparta była na aktach językowych i konkretyzowała się w słowach przy każdej wypowiedzi nowinkarzy: pod patronatem Krakowa plotkarze ci wymieniali swobodnie frywolne poglądy, krakali sobie do woli, opisując świat rzeczywisty bez najmniejszego obowiązku trzymania się prawdy.

drzewo Kraków wzbudzało zainteresowanie zarówno Paryżan, jak i przybyszów. [...]

ci tak zwani krakowiści - cracovistes rozpowszechniali wiadomości ze świata, wyolbrzymione dzięki wyobraźni informatorów i własnej fantazji, kreśląc wciąż na nowo mapę Europy. rysowali końcem laski na piasku kontury różnych krajów, czerpiąc natchnienie z nowin wykrakiwanych jeden drugiemu; a wśród tych krajów była również Polska.

drzewo Kraków, opiekun gadułów odbudowujących świat przy użyciu ulotnego słowa i efemerycznej linii wyżłobionej na piasku, stało się nawet wówczas tytułowym bohaterem niejednej komedii. w utworach tych zostały przetworzone na użytek teatru, ujawniając tym samym swój prawdziwy, teatralny charakter, sceny rozgrywające się codziennie pod kasztanowcem. znana jest opera komiczna Charles-François Panarda, wystawiona 11 marca 1742 roku podczas jarmarku w Saint-Germain, a także komedia Jean-François Mussota, zwanego Arnouldem, zagrana w teatrze L’ambigu-comique 13 stycznia 1772 roku. figurując w programach teatrów, zwłaszcza o takiej nazwie jak ambigu-comique (dosłownie mieszanina gatunków), drzewo Kraków tkwiło w świecie plotki w ogrodach Palais--Royal, stolicy Paryża. tak oto Polska, wywołana przez sławne drzewo, inspirowała swobodną wymianę poglądów i stawała się sama przedmiotem wypowiedzi wykrakiwanych z teatralnej sceny.

na satyrycznym sztychu z czasów sztuki Panarda widać potężny, rozłożysty kasztanowiec, rozciągający swe konary niczym parasol nad grupą złożoną z dwudziestu osób, wyobrażających w sposób alegoryczny różnorakich krakaczy. szynkarz, aktorzy, astrolog, nowinkarze, uczeń, duchowny, kokietki, kasjer - tłoczą się wraz z innymi pod polską egidą; główne dziedziny życia i twórczości mają tu przedstawicieli zaopatrzonych w krakowskie listy - lettres de Cracovie, czyli patenty kłamstwa. po lewej stronie Prawda próbuje wywrócić drzewo, ciągnąc za sznur opasujący pień. nic nie wskóra: kasztanowiec trzyma się krzepko, nawet nie drgną liście; można sobie krakać do woli.

wbrew temu, co sugerowali niektórzy poeci, gdy zabrakło im już pompatycznych epitetów, drzewo Kraków wcale nie było wieczne. zasadzono je za regencji Filipa Orleańskiego, a wycięto - wraz z innymi kasztanowcami słynnej alei - w 1781 roku - w tym samym roku, w którym pożar strawił Operę, uniemożliwiając ostatecznie wystawienie w niej dzieła Panarda. na miejscu owej alei powstała wówczas tzw. galerie de droite - galeria po prawej z ławkami i butikami oferującymi wszelakiego rodzaju modne dodatki, wśród których mogły się nawet znaleźć sztychy i broszury opiewające pośmiertnie najpiękniejsze dni drzewa Kraków. egzekucji kasztanowca przyglądał się rozbawiony tym spektaklem przechodzień, Carlo Goldoni, który tak o tym wydarzeniu opowiada:

każde drzewo, gdy pada, wywołuje w duszach widzów bolesne odczucia; przypadek sprawił, że byłem przy upadku drzewa Kraków, tego pięknego kasztanowca, który skupiał wokół siebie nowinkarzy, który od dawna był świadkiem ich wścibstwa, waśni i łgarstw; przecisnąłem się przez tłum, udało mi się zdobyć gałąź, która zachowała liście, natychmiast zaniosłem ją do domu znajomych; przyszło mi zobaczyć panie gotowe lać łzy, mężczyzn wpadających we wściekłość; wszyscy potępiali niszczyciela; ja sam śmiałem się cicho. (Rosset)

 
1 , 2 , 3
| < Grudzień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31
Zakładki:
Cafes en Vogue
Cartes Postales Gourmand
Passage Francais
Reminiscencje Frankofońskie
Specialites de la Maison
Un Petit Apéritif