światło południa

wtorek, 14 kwietnia 2009



vincent van gogh cyprysy 1889


cyprysy  zaprzątają mnie ciągle, chciałbym zrobić z nich coś podobnego do obrazu słoneczników, bo dziwi mnie, że nikt ich jeszcze nie namalował tak, jak je widzę. w liniach i proporcjach są piękne niczym egipski obelisk. a zieleń jest tak wyjątkowym szczególnym odcieniem. to czarna plama w oświetlonym słońcem krajobrazie, ale to jeden z najciekawszych czarnych odcieni, lecz nie znam drugiego, który byłby trudniejszy do uchwycenia. tutejsze cyprysy trzeba widzieć na tle błękitu, a dokładnie mówiąc, w błękicie. (van gogh)


wtorek, 07 kwietnia 2009



La Baie Des Anges - Nice Soleil Fleurs
 
Marc Chagall 1962

poniedziałek, 14 kwietnia 2008



gaj oliwny 1898 Vincent van Gogh.

jak daleko pamięć sięga, widzę przed oczyma hen, na południu, wał gór, którego chełmy*, jary, urwiska i doliny od rana do wieczora, raz jaśniej, raz ciemniej, błękintniały falując. to łańcuch Alpijów*, opasany gajami oliwnymi, jakby skalisty masyw grecki, prawdziwy belweder chwały oraz legend. właśnie u stóp tego wału, wybawca Rzymu Caius Maius - jak nasi wieśniacy nazywają Gajusa Mariusza - do dziś popularny w całej okolicy, oczekiwał barbarzyńców poza wałami swego obozu; jego zwycięskie trofea od dwóch tysięcy lat złoci słońce na Antykach w Saint Remy**. na pochyłości tego stoku spotykamy szczątki wielkiego wodociagu rzymskiego, który - jak opowiadają - doprowadzał wodę z Vaucluse do Aren arelackich, wodociagu, który okoliczna ludność przezwała korytem saraceńskim, tędy bowiem Maurowie wtargnęli do Arles. na urwistych skałach tych wzgórz książęta balceńscy*** mieli swoje zamczysko. w tych aromatycznych wąwozach, w Baux, w Roque-Martine, w Romanin, piękne kasztelanki zasiadały w czasach trubadurów na trybunały miłosne****... tu, w Montmajour, pod grobowymi płytami klasztoru śpią nasi arelaccy królowie*****. tu, w grotach Doliny Piekła******albo w Corde bładzą jeszcze nasze wróżki. a pod tymi ruinami rzymskimi lub balceńskimi spoczywa Złota Koza******. [...] a wszystkie te wzgórza, wąwozy, jary o nazwach wspaniałych w prowansalskim języku, nazwach dźwiecznych i mówiących, na których lud Prowansji w lapidarnym stylu wycisnął piętno swego geniuszu, jakże one nas zachwycały! Wzgórze Morskie, skąd mozna było dostrzec bielejące na widnokręgu wybrzeże morskie - o zachodzie słońca na sw. Jana chodziliśmy na szczyt zapalać stosy radosne, Srebrna Grota, gdzie fałszerze ongiś bili monetę, Wole Kopyto, gdzie oglądaliśmy zarys racicy wołu, jakby skalę kopnął i Skała Grzybna********, stercząca nad Rodanem, pod którą przepływają łodzie i tratwy, odwieczne pomniki naszego języka i kraju woniejącego tymiankiem, rozmarynem i lawendą, jasniejące złotem i lazurem. (Mistral)

* chełmy - słowiańskie żródłosłowie z XIII - XIV w. chlome oznacza wzgórza.
* les Alpilles (po okcytańsku:
leis Aupilhas)- wapienny, poszarpany masyw górski miedzy Rodanem a Alpami, na północny wschód od Arles, siega 500 m wys. ruiny rzymskie, stare grody, opactwa, czynią z nich sanktuarium Prowansji otoczone legendami. tutaj o okolicznych miasteczkach.
** czyli Glanum - reszti rzymskiego miasta Glanum Livii, zniszczonego przez Wizygotów. zachował sie łuk triumfalny i mauzoleum rodziny Juliusów.
*** potężna rodzina książąt z Baux wywodziła się wedle legendy od jednego z Trzech Króli, Baltazara. władała od X do XIII w. 79. grodami Prowansji. bedąc w Baux warto zajrzeć również tutaj.
**** zebrania poświęcone dyskusjom literackim i miłości dwornej. Nostradamus z St. Remy, tak, ten sam, przypisywał im charakter trybunałów rozstrzygajacych problemy i spory miłosne i ferujących wyroki.
***** po upadku imperium Karola Wielkiego Arles stało sie stolica królestwa, które istniało od 87 do 1150 jako lenno Cesarstwa Rzymskiego.
****** fantastyczne cyrki skalne Alpilles miały nasunąć Dantemu obraz piekła.
******* Złota Koza strzeże skarbów Alpilles.
******** w oryginale Lou Mourre de la Mar, la Baumo de l'Argent, La Roco-ped-de-biou, La Roco d'Arcie. znajdują się w paśmie Montagnette.

poniedziałek, 06 sierpnia 2007




la baie de l’Estaque, Paul Cézanne 1878-1879


Estaque, olbrzymia, wyiskrzona zatoka, półkole wzgórz, nigdy nie wydawały się mu się piekniejsze. w odali, w szarawej mgle przetykanej złotem rozciąga się Marsylia, port, molo, maszty okrętów, niewysokie wzgórze Notre-Dame-de-la-Garde, odcinajace się na poszarpanym tle masywu Marseilleveyre. bliżej, u stóp skalistych zboczy, wśród czerwonawych pól dymią cegielnie Saint-Henri. nadbrzeżem miasta domy schodzą wzdłuż stromych ulic aż do gmatwaniny białych skał, oślepiających blaskiem, inkrustowanych rozedrganym szmaragdem sosen. z tyłu iglice skalne, rozpadliny wyzłobione w wapieniu, falowanie pasm poszarpanych, stromych wzgórz, tu i ówdzie samotny dom, zagubiony w tym płomiennym pustkowiu. na wprost rozpościera się morze, spokojne jak jezioro, a na nim,w przepychu słońca, wysepki o niespokojnych konturach płyną jak marzenia... spokój.
*
wonie płynące od wzgórz łączą się z zapachem morza. wieczorem po pożodze południowych godzin, kiedy cien kładzie się na zatoce, odwieczna cisza ogarnia spokojne ustronie. ślizgając się po spokojnej toni, łodzie rybackie wracają do domu. (Perruchot)
*
wygląda to jak karta go gry. czerwone dachy na niebieskim morzu.
[...] słońce jest tu tak przerażające, że wydaje mi się, iż wszystkie przedmioty odcinają się od tła nie tylko jako bieli czerń, ale jako blekit, czerwien, brąz, fiolet. mogę sie mylić, ale wydaje mi się, że jest to przeciwieństwem modelunku. (Cezanne)


i jeszcze okiem Braque'a. Renoira. Friesza. Deraina.
prowansja
piątek, 13 lipca 2007



Paul Signac 1893
Carnegie Museum of Art, Pittsburgh



dwanaście lat temu.
doświadczenie pierwszego prowansalskiego targowego dnia.
akurat tu.

wtorkowe i sobotnie poranki.

a potem łyk kawy. i
petanka w cieniu platanów i oparach anyżówki.
miła perspektywa?
prowansja
środa, 13 czerwca 2007



Paul Cezanne 1885-87


maluje też gorę Sainte-Victoire, która rysuje się w oddali, przecięta u podstawy górą Cengle.
coraz częściej krąży myślą koło tych nagich skał, majestatycznych i cichych. niezmordowanie stara się wyrazić na płótnie poważne, zadumane piękno tej góry światła, wielkiego, pełnego poezji wzlotu ziemi i głazów. skarby można by wynieść z tej krainy, która nie znalazła jeszcze nikogo, kto by ją wyraził w sposób godny jej bogactw - pisze do Chocqueta. góra Sainte-Victoire jest mu odpoczynkiem, rozkoszą, pewnością. to kamień i nieugiętość, cieżar i trwanie, coś, co trwa i nie zmienia się, sen o wieczności i absolucie. wczoraj w Estaque Cezanne, zgodnie ze swoim pragnieniem, był zmuszony unieruchamiać morze, wygładzać jego powierzchnię, odbierać mu jego płynny żywioł i wieczny ruch: oprawiał je w zręby wzgórz jak drogocenną gemmę, nadawał mu konsystencję i połysk metalu. dziś, wobec tych urwistych ścian, wystarczy, że tylko słucha ich nauki, nasiąka ich prawdą, staje się duchem i ciałem tej góry, by wreszcie zrealizować wzniosłe marzenie o klasycyzmie i czystości.

nie może oderwać się od góry St-Victoire. maluje ją z różnych punktów. dwa lata temu jego szwagier Conil, nabył posiadłość Montbriand, niedaleko Jas-de-Bouffan; Cezanne często rozstawia tam swoje sztalugi.
z tego miejsca znalazł idealny motyw. na wprost, aż po masyw górski rozciaga się dolina Arc, przecięta z prawej strony poziomą linią wiaduktu. sosna, której galęzie obejmują dalekie zarysy stożka Sainte-Victoire, ujmuje całość w ramy: obraz doskonały, o arkadyjskiej harmonii. (Perruchot)


44 płótna i 43 akwarele.


a my po nieskończoną ilość razy będziemy wspominać Cézanne’a
odrzucanego przez Salony
zgorzkniałego i nieznośnego
który z zaciekłością Prometeusza odzianego w wytarty tużurek
zmagał się z górą Sainte Victoire
nieustannie przez nią zwyciężany (Hartwig)


ale malował ją nie tylko Cezanne, bo i Kandinsky, i Renoir, i Picasso, który u stóp Wiktorii, w Chateau de Vauvenargues spędził ostatnie lata i został pochowany. niestety posiadłość można podziwiać tylko z daleka.

a zatem route de Cézanne czeka.
a słońce nie śpieszy się z zachodem.
prowansja
środa, 16 maja 2007

.

Vincent Van Gogh, July 1888

jakim był wtedy w Arles latem 1888 roku, pod rozpalonym słońcem, w pełni mocy twórczej, pokazał van Gogh na przedziwnym autoportrecie. obraz skąpany w żółtej nucie. droga do Taraskonu żółta, złota, brązowa z pobłyskami czerwieni; żółtobrązowe i zielone pola; dwa drzewa o rdzawobrązowych konarach; ubrany w błękitną bluzę malarz rzuca czarny zygzak cienia, wyrusza w plener w pełnym rynsztunku; żółtozłocisty słomiany kapelusz, żółta koszula, na plecach sztalugi przytroczone żółtymi pasami, w ręku żółte plótno, brązowa twarz tylko zaznaczona dwiema lazurowymi kropkami oczu i czerwonymi kreskami nosa i ust. zawsze malował z natury, tu namalował naturę, a siebie takim, jakim się wyobrażał; na drodze nie było przecież lustra. przesłał to płótno bratu, aby dać mu dokładniejsze wyobrażenie o sobie. ten obraz nie istnieje. znajdował się w magdeburskim muzeum. zginął pochłonięty przez płomienie drugiej wojny światowej. zachowały się tylko reprodukcje. (Karpiński)
prowansja
| < Sierpień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      
Zakładki:
Cafes en Vogue
Cartes Postales Gourmand
Passage Francais
Reminiscencje Frankofońskie
Specialites de la Maison
Un Petit Apéritif