przystanie i porty

wtorek, 03 lipca 2012

Bałtyk ma kolor melancholii. wciąż mnie to zachwyca.

piątek, 09 marca 2012

- godzina piąta: miasto budzi się ze snu, choć właściwy sygnał rozlega sie dopiero o szóstej. to dzwonią zegary wiezy patronującej miastu Notre-Dame-de-la-Garde. o szóstej pojawiają się pierwsi sprzedawcy gazet: le semaphore, la jeune republique, le citoyen, gazette du midi... na dworzec zajeżdzają powozy hotelowe po gości przybywających pociągiem z Paryża. otwierają się kawiarnie.

- godzina siódma: pora śniadania, wyjść do pracy, otwierania sklepów, księgarń.

- godzina ósma: na ulicach pojawiają się listonosze w zielonych pelerynach z czerwonym znaczkiem na czapkach, śpieszą do biur urzędnicy, bukiniści wykładają swe skarby, rozpoczynają prace redakcje.

- godzina dziewiąta:  rozpoczyna pracę magistrat. pod okienkiem Mont-de-Piete* ustawia się długa kolejka ubogich w oczekiwaniu na zapomogę, ścisk przy okienku poste-restante.

- godzina dziesiąta:  ożywa ulica Beauvau - centrum portowe Marsylii. przed biurami rozlicznych agencji żeglugowych tłoczą się kapitanowie okrętów greckich, austriackich, włoskich, angielskich, szwedzkich.

- godzina jedenasta: pora wermutu. zapełniają się kawiarnie, ożywa giełda.

- godzina dwunasta: przerwa w pracy. miasto powoli zamiera. przez centralne ulice płynie potok ludzi do restauracji, jadłodajni.

- godzina trzynasta: kawiarnie pękają w szwach. przy kawie ożywa hobby marsylczyków, gra w domino.

 

miedzy godziną pierwszą a drugą cudzoziemiec , który wejdzie do jakiejkolwiek kawiarni, zostaje ogłuszony swego rodzaju ogólnym pomrukiem. każdy stolik posiada swych graczy w domino, otoczonych zewsząd galerią kibiców, których zadaniem jest towarzyszyc graczom w partii, rozważać uderzenia, tłumaczyć i przewidywać porażki lub zwycięstwa konkurentów. [...] Marsylczyk uwielbia grę w domino i jestem przekonany, że za zadne skarby świat nie oddałby krótkiej chwili gorączki, którą napawają go te małe kawałki kości w godzinie kawy. (Bertin) 

 

- godzina czternasta: miasto na nowo podejmuje pracę ... ( za F. Ziejka, studia polsko-prowansalskie).

* instytucja pożyczająca pieniądze ubogim na niski procent.

czwartek, 29 grudnia 2011

jej krajobraz powraca do mnie jak uczucie cudownej swojskości we śnie i na jawie. jakbym tam coś zostawił. targ rybny w Morlaix. czerwone nadmorskie skały w Tregastel, ciemnoniebieska woda, poważna i wyniosła przyroda. w Roscoff kilkusetletnie drzewo figowe w pewnym ogrodzie. w St. Malo rybacy żyjący i pracujący ciężko i niemo według prastarego, odwiecznego rytuału, ceremonii ustalonej przez współistnienie żywiołu morskiego i miasta. ale to rekwizyty, kostium wspomnienia. a to, co przemawia do mnie nieustannie z tego krajobrazu, woła i wzywa, to nieuniknioność losu, jakbym kiedyś już tam żył. bywają takie pejzaże. nagle zamykają człowieka w sobie i próżno im sie opierać. (Marai)

 

środa, 08 grudnia 2010



rayons du soir, port de Camaret 
charles cottet , 1892


poniedziałek, 21 stycznia 2008

lubiłem tę przeprawę. lubiłem patrzeć na tor wodny miedzy dwoma fortami, Saint-Nicolas i Saint-Jean, strzegącymi wejścia do Marsylii. twarzą do morza a nie do Canabiere. z wyboru. Marsylia, wrota Orientu. dalekich krajów. przygód. marzeń. Marsylczycy nie lubią podróżować. wszyscy myślą, że to marynarze, awanturnicy, ze ich ojcowie czy dziadkowie przynajmniej raz objechali cały świat do okoła. tymczasem oni nie zapędzali się dalej niż do Niolon albo na Cap Croisette. dla dzieci z rodzin mieszczańskich morze było zakazane. można robić interesy w porcie, ale morze jest nieczyste. stamtąd przyszedł występek. i dżuma. z nadejściem pięknej pogody wyjeżdżało się w głąb lądu. do Aix i na wieś, do tamtejszych zagród i dworków. morze pozostawiano biedakom.
w dzieciństwie port był naszym placem zabaw. nauczyliśmy się pływać między dwoma fortami. tam i z powrotem. zeby pokazać, że jesteśmy mężczyznami.


*
Marsylia zaraziła się paryskim zidioceniem. pragnęła być stolicą. stolicą Południa. zapomniała, że to port uczynił z niej metropolię. że dzięki niemu wciąż była tyglem narodów. od wieków. od czasu gdy Protis postawił stopę na kamienistym wybrzeżu. i poślubił piękną Gyptis, liguryjską księżniczkę. (Izzo)

czwartek, 06 grudnia 2007

nie lubię realizmu fantastycznego. ale to ...



wojciech siudmak phantom sailing ship
piątek, 05 października 2007




port St. Tropez o zachodzi słońca. Paul Signac 1892 Londyn

piątek, 11 maja 2007

kilkanaście kilometrów na wschód od Heraklionu lotnisko - wielka łąka bez kóz i owiec.
samolot leci cały czas nad morzem, które z wysoka wydaje się być twarde jak karbowany kamień. wleczemy za sobą szary cień kotwicy (sic!). Cyklady.
[...]
z samolotu [...] widać, jak wyłaniają się z morza. mają postrzępione brzegi i płowy kolor, niby skóra lwa rzucona na fale. ujrzane z pokładu statku maja twarz ludzką; domy pokryte wapnem, o płaskich dachach, kręte uliczki, dymy, krzatanina czarnych postaci wokół wydobytej właśnie z morza sieci.
[...]
chociaż przyjechałem nocą, domy zlepione z sobą jak plaster miodu, parowały bielą.
[...]
rankiem najlepiej wyjść do portu i przechadzać się wzrokiem od domu do domu, układając w myślach barokowy sonet składający się z porównań do kredy, piany, marmuru, alpejskiego śniegu. istna orgia bieli - jeśli słowo orgia jest stosowne do tego najcichszego z kolorów. (Herbert)

niech meltemi was oszczędzi!

a po wyokrętowaniu - kapitańskie mezedes party.
na rzecznej.
na wyplatanych siedziskach.

ps. boules czy tavli?


naturę portu określa się zależnie od tego, czy ukształtowała go rzeka, czy wybrały ląd i kontynent, czy założyło go samo morze. zalety portu zależą od tego, na ile jest w nim obecne morze, na ile i dla kogo jest ono dostępne: Atlantyk czy Pacyfik to morza oddalenia, Morze Śródziemne to morze sąsiedztwa, Adriatyk - morze bliskości. obecność morza odczuwa się w pełni w wolnych portach. załatwia się w nich nie tylko sprawy handlowe, a jeśli już, to niekoniecznie te, które opłacają się najbardziej. (z niektórych portów na wyspach Morza Jońskiego wysyłano przede wszystkim muszle i korale do naszyjników dziewczęcych). na Śródziemnomorzu z dawien dawna żyje wiara, że zatopione miasta wciąż jeszcze mają swoje porty.

NAJLEPSZĄ OSŁONĄ PORTÓW są mola; niekiedy nazywa się je falochronami. mola różnią się między sobą, podobnie jak same porty: jedne wyrosły z brzegu i opierają się o niego, inne to sterty kamieni przywiezionych nie wiadomo skąd i narzucanych byle jak na dno morza. Po pierwszych można spacerować i zażywać na nich odpoczynku, na tych drugich można dźwigać ciężary i handlować. jednym przystoi nazwa, którą noszą, inne łatwo zamienić w nabrzeża, jak to się robi w wielkich przystaniach. tych ostatnich unikają mewy, a może i ryby, prócz najpośledniejszych. mola, na których długa służba i trwanie pozostawiły ślady, nie różnią się od okolicznych skał. gdy molo pęknie albo się zapadnie, zwłaszcza gdy jego kamienne bloki odłączą się od siebie, uważa się to za zły znak i oczekuje złych skutków. niektóre mola przypominają wydłużone statki: tak wiernie na nie czekały, że w końcu się do nich upodobniły. w takich miejscach postarzałe wilki morskie oglądają się na swoją młodość bez żalu. nad Morzem Śródziemnym ciało starzeje się szybciej niż duch.

mola przyczyniają się do tego, by przystań i składy, wyładunek i załadunek, urządzenia i usługi nie były mimo wszystko całym portem. polery na nich (pachołki, knechty albo kolumny), otarte przez liny, są świadkami portowych zdarzeń: przypływania i odpływania, rzucania i podnoszenia kotwicy. gdy nie ma statku, który by do nich przycumował, czekają. wiek mola określa się zależnie od tego, jakie są na nim polery albo ile ich zostało. poler na molu otrzymał nazwę od polera na pokładzie - również w ten sposób zostały połączone statek z molem. miasto zwraca portowi część tego, co od niego dostało, stając się czymś więcej, niż byłoby bez portu. jednakże port, który jest nim tylko z nazwy, może się zamienić w port zapomnienia. w takim porcie kobiety zyskują wyższą cenę, odmienia się życie ludzi morza. dzieje się tak nie tylko w portach śródziemnomorskich. tu też, podobnie jak gdzie indziej, skrucha jest nieszczera, lecz może kary stosowano surowsze. tak bywało w chrześcijańskiej części Śródziemnomorza.

porty i mola określają sposoby, w jakie statki wpływają do nich i cumują, oferują różne urządzenia i środki pomocnicze: boje, dźwigi, odbijacze, kołowroty, cumy, węzły (sposoby ich wiązania są inne na każdym wybrzeżu), pilotów i sterników, mapy i portolany, bandery i sygnały, za których pomocą pokład porozumiewa się z pokładem, kapitan z kapitanem. dzięki nim dowiadujemy się więcej także o załogach: jak powstają i co trzyma je razem, jak się porozumiewają na morzu i po powrocie z morza. mało kto zna wytrzymałość polera, do którego cumuje statek, albo ciężar rzucanej kotwicy. (Matvejević)

środa, 25 kwietnia 2007

monet 2

Claude Monet 1872
Musee d'Orsay, Paryż



nie mam serca do bloga
czasu zreszta też nie.



wiosna.

wtorek, 10 kwietnia 2007



Gustave Caillebotte, 1892
Richard Green Gallery,
Londyn




wtorek, 03 kwietnia 2007

od rana słońce, błękit i przecudowny szafir morza. wszystkie dotychczas widziane kolory wydają mi się blade w porównaniu z tym huraganem barw; barw ciętych, ostrych, soczystych. mówi się o nich, że dobre na kolorowe pocztówki, ale brak tych europejskich białych ciałek krwi w każdym kolorze zupełnie nie przeszkadza zachwycać się nimi. ja już nie patrzę, lecz wprost fotografuję. odczuwam fizyczną rozkosz posługiwania się wzrokiem; piję biel płaszczyzn na pokładzie, wchłaniam niebo, na deser piana za rufą, smakowita, śnieżna, ubijana równo śrubami. lekki,
świeży wiaterek głaska po twarzy, wymiata upał. [...] nieziemskie rozkosze.
[...]
noc zapada tu wczesniej i szybko. gdy wychodzimy z baru, widok jest wspaniały. kilka zupełnie czerwownych chmur na szaroniebieskim niebie od strony morza. od strony lądu podwieczorny wiatr wyczesał z gór resztki mgieł, odkrywając ciemne zarysy wysokich szczytów i kolumnowych kaktusów. a nad portem przelatywały dywizjony ciemnych pelikanów, ciągnących gdzieś do odległych skał przybrzeżnych. dopiero tu zaczynam rozumieć disneya. w europie panuje moda krytykowania jego kolorów, tymczasem tu widzę, jak świetnie je dobiera. każdy kontynent ma swój zespół barw. w europie kolory sa już tak samo ucywilizowane, jak natura. tu są jeszcze dzikie. nie ma tonów, barwy są prosto z tubki, gotowe, brutalne. po dziesięciu minutach było już ciemno i na statek wchodziliśmy przy świetle. w całej La Guaira zapaliły się latarnie, okręty na redzie rozbłysły. gorąca i duszna noc spowiła wszystko.
[...]
cartagena. pochmurno, gorący świt. płyniemy wzdłuż brzegu. raz niknie w tumanach porannej mgły, raz wyłania się wyrażniej nisko nad wodą. kłebowisko ciemnej zieleni, rozczochranych palm. cisza i pustka. i nagle wysuwają się stamtąd długie łódki i zaczynają sunąć za okrętem. są jak laseczki cynamonu. w nich ciemne punkciki machające krótkimi wiosłami. w tej mgle wydają się zjawiskiem. zatracam poczucie rzeczywistości, myślę ilustracjami z robinsona crusoe, z dzieci kapitana granta.
statek opływa długi i zarośnięty aż po linię wody, przylądek, zataczo koło i wchodzi do głebokiej zatoki przez wąski i krótki kanał. morskie komysze, pełne zacisznych schowków, tajemnicze. po obu stronach kanału sterczą z zieleni resztki dwóch starych fortów hiszpańskich, strzegących niegdyś wejścia do portu. zębate resztki murów, zielonkawoszare, zapleśniałe, rozsadzane powoli korzeniami lian i wilgocią, zalewane powodzią zieleni. przygniatająca pustka i cisza. tylko czarna zieleń, zieleń, zieleń. [...] jest obślizgła i zimna jak gad, pełznąca w parnej duchocie, bezczelna i niepokonana. dreszcze zaczynają mi chodzić po krzyżach na myśl o zanurzeniu sie w niej. jest wstrętna, odpychająca, a równoczesnie kusząca. nad nią opary leniwe, ociężałe, lepkie. (Bobkowski)

sobota, 31 marca 2007

jozef pankiewicz Port de Concarneau, 1908

Jozef Pankiewicz 1908
olej na płótnie
, Kraków, Museum Narodowe




obserwuję je godzinami.
te na obrazach w równym stopniu jak te w portach czy przystaniach.

podglądam ich nagość.
obserwuję taniec kościstych masztów.
szukam ran na mokrych brzuchach.
układam intymną historię ich imion.

wsysam ich spokój. ich sen.


bo kiedy śpią, są dla mnie najpiękniejsze.

dlatego.

| < Sierpień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      
Zakładki:
Cafes en Vogue
Cartes Postales Gourmand
Passage Francais
Reminiscencje Frankofońskie
Specialites de la Maison
Un Petit Apéritif