piątek, 01 kwietnia 2011


uwielbiam jej ilustracje i znalazłam przed chwilą jej blog. ola cieślak.


wtorek, 29 marca 2011

kroczyła zamaszyście naprzód. wody ściągały w koryta rzeczułek, gleba stężała, rozparzyła się ciepłem słońca, przesiąkła świeżą deszczową wilgocią - i roslinność wschodziła, rozwijała się, kwitła. pożółkła i spleśniała ruń żytnia na Klinie zaczęła szybko zielenić się i krzączyć. z kęp łęgowych wywijała się krzywymi haczykami paproć, rosnąc w oczach i rozkładając się jak palma, między nimi podnosiły się bujnie leżaje, asak, kozielce, gdzieś indziej - w miejscach przepastnego bagna - wschodziła mokrzyca, kopytnik,rozrastały się rohoże i jawór. w moczarach brzozowych wyłaniały się z kożuchów mchu, chwoszcze skrzypiące, bobek i łyżeczki. czarnolesia zazieleniły się szczawiem zajęczym i stożkami orzechów ziemnych. las odziewał się, szeleścił liścmi, szumiał. doliny borów sosnowych i otoki błot żurawinnych zabieliły się kwieciem bohunów*, bujaków, brusznic. na łąkach coraz jaskrawiej skrzyły się kwiaty łopuchów, gożdzików, lenku, dzięcieliny. a zaścianek wprost tonął w kwieciu sadów, zieleni więzów i lip. (Czarnyszewicz)


zachwyt.


*bohun-bagno zwyczajne (roślinne), nazwy ludowe: świńskie bagno, dziki rozmaryn, rozmaryn leśny, bagniak.

poniedziałek, 28 marca 2011
piątek, 25 marca 2011

                ...odnalazłem ją przed domem, siedzącą na pniu drzewa 
                i zatopioną w kontemplacji doliny Rodanu..
                                                                                       Gustave Thibon

nagle ona przestaje cokolwiek rozumieć,
tylko patrzy:
w ziemi otwiera się dolina Rodanu,
nad nią pojawiają się stare wioski,
szerokie pasmo winnic, studnie pełne pragnienia.
platany budzą się ze snu,
koguty podejmują wytrwały marsz,
jastrzębie wracają do nieba
i ona nieomal widzi lekkie oddechy skowronków,
kopce niesione przez czarne krety,
dachy chłopskich domów, orzechy,
kościoły o wieżach skręconych jak liście tytoniu,
ciemne plamy dojrzałego zboża, błyski kos;
winogrona leżą w wiklinowych koszach,
śmierć chowa się w cieniu jałowców
i śmierć jest blisko.
w dole płynie rtęć szerokiego Rodanu
niosąc barki i czółna
i jedną minutę przebaczenia,
jedno mgnienie szczęścia,
oliwkę nicości. (zagajewski)


czwartek, 17 marca 2011

każde miasto jest czymś więcej niż zwykłym skupiskiem domów — jest żywą, cielesną istotą: ma kościec, arterie i krwiobieg, ma wiązki nerwowych włókien. zbudowane jest z żywej, ciepłej materii: domów, ogrodów, placów, lecz także pustych miejsc, słupów zagęszczonej przestrzeni po nieistniejących domach, ogrodach, placach, po nieistniejących drzewach, nieżyjących ludziach, z powietrza, które wchłonęło głosy, zapachy ludzi i zwierząt, klątwy, złorzeczenia i akty strzeliste. rzeczywista i iluzoryczna architektura ze światła i cieni pełna jest niewidzialnych rzeczy, postaci, niewidocznych linii — strumieni sił: biegną równolegle bądź przecinają się, tworząc węzły, zapętlenia w pozornie pustych, nic nieznaczących punktach.
takie miasto na ogół bardzo wolno i bardzo niechętnie odsłania swoje sekrety. kiedy pozna się je bliżej, dostrzega się także różne, nakładające się na siebie warstwy. można całymi latami przebywać w jednej, nic nie wiedząc o innych. można przechodzić z jednej warstwy do drugiej. za każdym razem będzie to inne miasto. dla tych, którzy potrafią z nim współżyć, jest przyjazne i otwarte, ba, nawet czułe, dla innych — obojętne lub wrogie; jest wyraźną osobowością i jak każda osobowość miewa kaprysy, dobre i złe dni. potrafi się wdzięczyć, stroić miny, okazywać humory. radosne bywa w wiosenne poranki: okna domów patrzą przyjaźnie, dźwięk dzwonów miesza się ze świergotem jerzyków, uliczny gwar — strzępy rozmów, okrzyki sprzedawców, nawoływania splatają się w muzyczne kadencje, z otwartych drzwi piekarni bije zapach świeżego pieczywa, a w szczerby między płoworudymi dachami wlewa się, jak z alchemicznej retorty, ultramaryna nieba. ale bywa zasępione i chmurne, jakby od wczesnych, porannych godzin dźwigało smutny ciężar dnia; wszystkimi porami wsącza się sine, złe światło, z wpół otwartych bram, jak chory oddech śmierci, zionie zatęchły zapach piwnic, nawet pęknięcia w kamieniu układają się w jakieś złowróżbne znaki.
miasta Południa budzą się późno, ale do nocnych godzin żyją intensywnie, w nieustannym podnieceniu, w wiecznej gorączce. prawdziwe życie toczy się na ulicy. dom jest miejscem, gdzie ludzie rodzą się i umierają, gdzie płodzą dzieci, odprawiają sjesty, dzielą posiłki, chronią się przed deszczem i chłodem. ale cała aktywność, od świtu do zachodu słońca, skierowana jest na zewnątrz; wszystko to, co naprawdę ważne, dzieje się w pełnym słońcu, na ulicy, wśród ludzi.
[...]
ale uważny obserwator łatwo dostrzeże, iż cały ten zgiełk, barwny uliczny teatr, kryje głębszy, podziemny nurt, że całe tutejsze życie, ze swymi zwyczajami, sposobami zachowań, rytuałami i językiem, tak trudne do przeniknięcia z zewnątrz, może rozwijać się tylko w enklawach, jak w siatce grot, i od rana do wieczora, i od wieczora do ranka znajduje pokarm jedynie w sobie samym. i może właśnie to — ten jedyny w swoim rodzaju klimat, w jakim toczy się codzienna krzątanina, wytwór długiej i subtelnej destylacji wspomaganej całą historią, geografią i filozofią—składa się na nieodparty powab, tajemną urodę miasta [...]. (Wodnicki) *



* fragment książki notatki z Prowansji, która ukaże się nakładem wydawnictwa Austeria. źródło ZL.

poniedziałek, 28 lutego 2011

zachwyty na dziś. 

powidoki.

emów od świtu do świtu.

a. jeszcze, że praślickie na allegro. kupione. (wizajny też są).


czwartek, 27 stycznia 2011

kulinarnie czy może gadżeciarsko. Mikołaj miał nadgodziny bo dostałam młynek elektryczny.

kulturalnie. Wrocław na nowy teatr. witaj Piccolo.

literacko. podryzam sekrety wloskiej kuchni. choć tytuł nieforunny. spłyca i kierunkuje błędnie. 

a Biedrona kończy dwa lata za kilka dni. kiedy to mineło...

czwartek, 13 stycznia 2011

Florencja zachowuje czas jak flakon zapach szlachetnego pachnidła. to miasto jest pełne pychy, pomyślałem i ruszyłem szeroką ulicą w poszukiwaniu własnych wspomnień. tutejszy siodlarz, kamieniarz i złotnik, wszyscy rzemieślnicy, księża, malarze, pisarze i reszta mieszkańców, cały ten żywiołowy lud i wojsko byli w sekrecie arystokratami. kelner jako potomek tej arystokracji jest wyniosły; nie bezczelny, tylko wyniosły, a to różnica. kwiaciarki czują się krewniaczkami Wawrzyńca Wspaniałego, a gdy piekarz buduje dom, spogląda ukradkiem na Pałac Pittich, wspaniałą budowlę, najświetniejszą, jaką zbudował prostak. w pałacach na brzegu Arna i w sąsiednich uliczkach w kierunku Caseine do dziś mieszkają markizy, mają portierów w czerwonych frakach, poobijane, stare automobile Hispano Suiza i renesansowe meble, a w skrytce sekretery trzymają podejrzane papiery wartościowe. przyjmują po południu, od piątej do siódmej. [...] ale ja poszedłem na drugi brzeg, gdzie moje wspomnienia śpią jak nietoperze.

teraz obudziły się i ich ciemne skrzydła załopotały nad moją głową; szedłem wąską uliczką prowadzącą do kościoła Świętego Marcina. to był ten dom, naprzeciw kościoła. ten rząd okien na drugim piętrze, w pokojach do wynajęcia. właścicielka była hrabiną, bardzo uprzejmą osobą. zawsze miała na sobie koronkową chustę, nawet o siódmej rano, kiedy wychodziła z łazienki i kroczyła do swego apartamentu. mieszkali tu biedacy, ubodzy Włosi i niezamożni cudzoziemcy; pewnie dlatego wszyscy, zarówno gospodarze, jak i goście, byliśmy tacy eleganccy i wymagający. zimą pod krzesłami w salonie stawialiśmy żelazny koszyk pełen rozżarzonych węgli i oddawaliśmy się muzyce. było dotkliwie zimno, tylko Uffizi cokolwiek ogrzewano. popołudniami wysiadywałem we wnętrzu okupowanej przez Angielki cukierni Giacos, samotny jak krewniak przebywającego na wygnaniu bałkańskiego pretendenta do tronu, śmiertelnie obrażony, ale szczęśliwy. miałem dwadzieścia cztery lata, od kilku miesięcy siedziałem we Florencji, żadna sprawa nie ściągała na mnie uwagi policji, zamierzałem pisać, ale wymagałem od siebie tak wiele, że każdy rozpoczęty tekst natychmiast darłem, zmartwiony jak ktoś, kto nie wie, od czego zacząć. wtedy nie wiedziałem jeszcze, że każdy tekst należy zaczynać po prostu od początku. to był ten dom i to okno, za którym o trzeciej po południu strzelił do siebie niemiecki baron. huknął wystrzał i ktoś krzyknął. a potem milczeliśmy.
(marai)

wtorek, 04 stycznia 2011

jaka misyjność?

skoro zamiast teatru telewizji pieprzeni lości ?

raz, jeden jedyny raz w tygodniu chcę usiać i obejrzeć.

co widzę? a takiego !

ktoś pamieta czasy, kiedy było też czwartkowe studio teatralne dwójki?

chała nie telewizja.


świeże oliwki [...] posypać solą gruboziarnistą, przykryć ściereczką i odstawić na 10 dni, pamiętając, że oliwki trzeba codziennie zamieszać. po 10 dniach oliwki dobrze opłukać, osuszyć i wstawić do piekarnika. piec przez 8 godzin, w letnim piekarniku, aż do pomarszczenia oliwek, które potem miesza się ze skórką pomarańczy, ząbkami czosnku, gałązkami rozmarynu. i zalewa się ulubioną oliwą.

z dobrego źródła.

 

poniedziałek, 03 stycznia 2011
.

Cristoforo Munari (1667-1720)
Vasellame di terracotta, zucca, verza, spalla di maiale e piatto con coltello Piatti
wtorek, 28 grudnia 2010

jeżowiec (loxechimus albus) ma sferyczną kościaną muszlę zbudowaną z weglanu wapnia. porusza się po dnie morskim za pomoca swych kolców, których używa też do obrony. jego jaja sa jadalne. kazdy jeżowiec ma pięć gruczołów rozrodczych, przypominających języki, o długości 5-10 cm. można je usunąć z ciała, łamiąc dolną część muszli.

jeżowce najlepiej jeść surowe i świeże, nawet żywe, aby w pełni rozkoszowac się ich smakiem, który jest jodowy, słony i bardzo silny. aby w pełni docenić ich piękno, nalezy przed połknięciem potrzymać je przez chwilę w ustach. wtedy wyczarują przed nami obraz [...] oceanu [...].

jezowiec w pikantnym zielonym sosie:

umieść surowe języki jeżowca na talerzu, przygotuj zielony sos z cebuli, posiekanej natki pietruszki, oliwy i cytryny. tę potrawę nalezy podawać z mocnym białym winem [...]. trunek zrównoważy silny smak jeżowca.

krewetki

wewnątrz jeżowca zyją małe pasożytnicze krewetki o lekkich, małych i delikatnych muszelkach. rybacy zwykle zjadają krewetki i sprzedają jaja jeżowca. krewetki spożywa się na surowo. włóż je do ust, ściśnij, wyssij z nich sok i resztę wypluj.(miro popic)


osobiście nie miałam przyjemności. widziałam tylko jak zajadano się nimi na plaży. podobno najlepsze są te z Chile, z Oceanu Spokojnego. bo smakują jak ocean.

czwartek, 23 grudnia 2010

choinka ubrana zatem

wszystkim wszystkiego Świątecznego !


a tu audiodrobiazg. opowieść wigilijna

a tu kolejne bo: 

wieczór wigilijny, radio dzieciom, słuchowisko w betlejemską noc.

a 25 i 26 grudnia, radio dzieciom, słuchowisko dzieci z Bullerbyn.

i trzyczęściowe słuchowisko moje drzewko pomarańczowe każdego światecznego popołudnia.

(o słuchowiskach dla innej grupy wiekowej juz nie będę przynudzać)

miłości i smaczności raz jeszcze.


wtorek, 21 grudnia 2010

pogryzam czerwona bruschettę i myślę sobie, że elektryczny młynek do pieprzu to byłby fajny prezent. dla mnie samej. a w radiowej dwójce, mówią ze coco i strawiński to niezgorszy film ale z kiepskim finiszem. czytam o tradycji francuskiego stołu, wpisanej niedawno na Listę Arcydzieł Ustnego i Niematerialnego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. do tego nowe ZL i zaraz wigilijne rozmowy w Kawiarni PIWu.

choinka stoi. goła bo goła ale jest.

Biedrona śpi. czas na siebie. jest miło.

poniedziałek, 20 grudnia 2010

Cremona to dla mnie niemieckie skrzypce,
które Janek kupił w latach pięćdziesiątych
myśląc, że inwestuje w przeszłość (Guarnerius
fecit 1752), ale co zrobić z takim
nadmiarem Włoch? Lombardia, Veneto
i nagle krajobraz, który zdawał się martwy
jak ostatnia z Capulettich albo bezgłowy
biust konsula, ożywa, kiedy światło
wlewa się w tężejące kształty.
Topole i spłowiałe trawy wśród wzgórz,
na północy stalowe oczy jezior, wyżej
szerokie wąwozy Trentino
— ile literatury, ile złudzeń!
A wcześniej za plecami
jeszcze widmo, do którego tylu lgnęło
jak do ojczyzny szukanej pod skórą,
w kanałach, pod farbą, która odchodzi
z mokrych ścian jak łuski z wielkiego
śniętego karpia [...].
(kurek)

piątek, 17 grudnia 2010

bo sezon otwarty.

dégustations d'omelettes aux truffes a Richerenches:

Samedi 18 décembre 2010 
Samedi 08 janvier 2011
Samedi 15 janvier 2011 
Samedi 22 janvier 2011  
Samedi 29 janvier 2011 
Samedi 05 février 2011  
Samedi 12 février 2011 
Samedi 19 février 2011 
Samedi 26 février 2011

menu degustacji: l'apero; omlet (3 jajka, 10 g świeżych trufli na osobę); ser, deser, kawa i wino Cote du Rhone bez ograniczeń. 

marchés aux truffes:

sobotnie targi trufli w Richerenches rozpoczynają się w połowie listopada i trwają do marca. na l'avenue de la Rabasse, na Cours du Mistral sprzedający, restauratorzy, pośrednicy, producenci i zwykli smakosze dyskutują, badają i wąchają ciała trufli, ważą torby, ustalają ceny. i w końcu dyskretnie finalizują transakcje.  

sprzedający zbierają sie wcześnie rano, ale targ ożywa około 10.00. a po 13.00, kiedy uliczki już puste, zapach trufli wciąż unosi sie w powietrzu...

Richerenches czeka. 

a polskich truflach i nie tylko, pisałam kiedyś tu.

moja namiastka. zwykły omlet z pieczarkami i oliwa białotruflową. 

*trufle en provencal

czwartek, 16 grudnia 2010


znacie? 

polskie sery zagrodowe

smacznie polecam. 

jest tez butik serowy. nic ze pusty. można zamawiać. i mam taki zamiar.

plus inny adres. bezpośrednio do producenta. sery owcze i dżersejowe czyli z mleka krów rasy jersey.  i krótka relacja z wizyty na rancho.


środa, 15 grudnia 2010

prażone migdały, grzane wino i jeden z najstarszych jarmarków bożonarodzeniowych we Francji. setki straganów, koncerty, imprezy i wystawy. 

szczegoły tu.

i włoski smakołyk. jarmark w Bolzano okiem Liski.


wtorek, 14 grudnia 2010

obrazy Caravaggia rozpierają mury świątyni, należą do innej rzeczywistości. tak naprawdę - czy można przed nimi odprawiać liturgię? za każdym razem, gdy je oglądam, mam wrażenie bezgłośnej eksplozji, czegoś, co tworząc, niszczy. (bieńkowska)
 
bezgłośna eksplozja.
lepiej tego ująć nie można.

kawy łyk. 

poniedziałek, 13 grudnia 2010

hespera oznacza zachód. Hesperia to starożytne określenie Półwyspu Apenińskiego i Iberyjskiego.

... bo nowa płyta-cudo Xesperion XXI. choć płyta to mało precyzyjne określenie tego wydania. 


suita barokowa lub partita – szereg tańców, zwykle w następującej kolejności: allemande, courante, sarabanda i gigue, często jednak rozszerzana o inne tańce (np. passepied, menuet, gawot) lub ustępy nietaneczne (np. capriccio, burleska, scherzo, aria).

... bo bachowskie partity dziś zachwyciły.


a propos form tanecznych i muzyki w ogole.
krótkie polecajki do kolekcji dzieciecej literatury muzycznej:
bo do małego Chopina, muzyki pana Chopina czy muzyki pana Szymanowskiego juz sie przyzwyczailiśmy. 

a Biedrona popija rodzinną herbatkę. podobnie jak mama. 

środa, 08 grudnia 2010



rayons du soir, port de Camaret 
charles cottet , 1892


wtorek, 07 grudnia 2010

jak pewnie juz wiecie, niedawno ukazało sie nowe tłumaczenie (ja mam maleńkie wydania czytelnikowskie z 1978 i 1981 roku) dwóch pierwszych tomów wspomnieniowych Marcela Pagnola - duma mojego ojca. zamek mojej matki. o żonie piekarza wspominałam juz wcześniej. mam nową informację, którą potwierdziłam dzisiaj - plany wydawnicze obejmują kolejne tytuły Pagnola. i to jest dla mnie nius miesiąca. 

a do maluchowej prowansalskiej biblioteczki polecam tez pierwszy tytuł z cyklu o  małym Pascalet czyli chłopca i rzekę Henri Bosco. czy beda kolejne? jesli sie dowiem, dam znać. (update: niestety nie bedzie). a marzy mi się też polskie wydanie revelation du Luberon albo prelude Napolitain...

a swoja drogą, czy ktoś wie, na kiedy planowana jest moja prowansja Ziejki ? (update: powinna być wydana do końca 2011)

a. i włoski trop czyli spacery po Rzymie Ewy Bienkowskiej, nie wspominając o oleandrze, którym jestem zachwycona.


wróciliśmy. i juz tęsknimy za słońcem. ale zachwyt Biedrony śniegiem wynagradza niewygody tej nieulubionej pory roku. 


czwartek, 18 listopada 2010

 

jesli jest listopad to Biedrona leci na Kanary !



15:34, provence
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 19 października 2010

 

jeden z kanalów tematycznych Polskiego Radia czyli bajki samograjki.

nowa płyta va fan fahre.

i książki wrocławskiego wydawnictwa format


a sznurek zycia raz się plącze, raz napina, raz luzuje. i tak o. 

czwartek, 17 czerwca 2010

Biedrona już pojutrze nad Bałtykiem.
w sierpniu w Lombardii.
we wrześniu w Prowansji.
dobry plan?


do napisania.




1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 26
| < Październik 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31          
Zakładki:
Cafes en Vogue
Cartes Postales Gourmand
Passage Francais
Reminiscencje Frankofońskie
Specialites de la Maison
Un Petit Apéritif