środa, 31 sierpnia 2011

przestałam słyszeć nietoperze. a lubiłam. 

co poza tym ? trawestujac Herberta - znów jestem w ruchu. zmierzam na południe. przed oczami Garlaban - hałas słońca.

poniedziałek, 22 sierpnia 2011
czwartek, 11 sierpnia 2011

mój sierpien zgubił gdzieś es. czyli słońce. topię pochmurne, wietrzne godziny w hektolitrach herbaty. i myślę o grzybobraniu...

rany, gdzie moje lato?

edit: 19.30 czyli wlasnie wyciagam blachę brownie. na pocieszenie. bo muffinki cytrynowo- jagodowe juz się skończyły. zaraz włączam Radio Dzieciom i czekam na Muminki. sama. bo Biedrona szaleje w plenerze. 

poniedziałek, 08 sierpnia 2011

zachwyt. Gioia.

tak sie cieszę, że mogę jej piękny głos w końcu mieć na własność. premiera albumu 11 sierpnia. a w pażdzierniku będzie można ją zobaczyć w Łucji z Lammermooru w Warszawie. może niedługo doczekamy się jej znów we Wrocławiu...  

i smaczny wątek. opera i jedzenie


a teraz wracam do codzienności i smażenia racuchów. 

czwartek, 04 sierpnia 2011

miotam się pomiędzy hustawkami a deserami czekoladowymi.

ostatnio było brownie z solonym karmelem i orzechami ziemnymi. teraz podjadam kolejna porcje idealnego musu czekoladowego (u mnie z sosem malinowym). i pomyślec ze do tej pory czekolada była mi dość obojętna... 

Marysia rośnie. i ja tez. cóż...

poniedziałek, 25 lipca 2011

wieża jest cudowna- chciałbym, żebyś ją widział - Leonor przywioła masę makat wschodnich i zyjemy pośród ruin i przepychu - morze 50 m. kąpię się rano i wieczorem - wieczorem siedzimy przy świetle mnóstwa barokowych kandelabrów i gramy na gramofonie Bacha, Vivaldiego i Scarlattiego. Leonor maluje - zaczęła swoje głowy w technice olejnej - myślę, że bardzo by Ci się spodobały. (Jeleński)


na lato 1952 Leonor Fini wynajęła z przyjaciółmi Torre San Lorenzo, popadłą w ruinę wieżę w okolicach Anzio, zbudowaną w XV wieku przez Orsinich. oprócz malarki i Jeleńskiego przebywał tam wloski malarz Stanislao Lepri, włoski malarz Fabrizio Clerici, francuski pisarz Jacques Audiberti. wieża ta widnieje na płótnach Leonor z tamtego okresu. (Karpiński)



Leonor przy potrójnym portrecie- Kot, Leonor i Sergio Gajardo. znalezione tutaj.


środa, 20 lipca 2011

jestem promersem.

herbata, słuchawki, relax.

kocham lipcowe wieczory.

poniedziałek, 18 lipca 2011
piątek, 08 lipca 2011

zawsze tak samo.

niepokojące wieści przychodzą nie z tej strony, z której się ich spodziewamy.

a cholerny Sybelius w dwojce nie pomaga. 


niedziela, 03 lipca 2011

mamy status o.n.w. czyli: opaleni. narybieni. wypoczęci. 

Biedrona vel Naleśniczek jest szczęsliwa nad morzem. a my z nią.


a w mieście nasz Brave Festival, który co roku mnie zachwyca.

dobra. czas wysypać piasek z walizek.

piątek, 17 czerwca 2011

bo gna nas nad Bałtyk.

zostawiam Was z notatkami prof. Wodnickiego. tak brakowało mi Muratowa Prowansji. i proszę. znalazłam. szukajcie tej książki. jest wspaniała. świetlista. ma ten rytm. 

znalazłam też Gorzkie cytryny Cypru Durrella. cieszy, że wychodzą w końcu po polsku jego książki podróżnicze, choć bez ładu i składu, mam wrażenie, co do kolejności tytułów. (ja od lat czekam na to i na to) tak czy inaczej to dobra lektura na czerwiec.

i są juz nowe ZL z sylwetką Chatwina.

zatem macie doborowe towarzystwo.

możemy wyjeżdzać. a gdyby jednak lało, to Curvers będzie mi parasolem.

i smaczne ps. przypominam, eko bazar, Falanster, 26 czerwca, 11:00-13:30. 


środa, 15 czerwca 2011

w Arles sobotni targ kończy się o pierwszej po południu. przy zwijanych pospiesznie stoiskach dogasają ostatnie transakcje; odkłada się na bok resztki nie sprzedanych produktów: owoców, warzyw, wypieków - dla ubogich i kloszardów; okrzyki, nawoływania, hałas składanych etelaży, [...] cichnie gwar rozmów, wybrzmiewają ostatnie gitarowe akordy flamenco, zwijają swe maty kontorsjoniści, żonglerzy, schodzą ze szczudeł uliczni aktorzy, grajkowie chowają w pokrowce z koziej skóry prowansalskie piszczałki, zwane galoubets, oraz kościane pałeczki tamburynu. ale raz pobudzone emocje nie opadają łatwo. targowa klientela z pełnymi koszami lub wózkami na zakupy odpływa, przenosi się do barówi na tarasy kawiarń. nie na długo. zbliża się święta godzina dejeneur - południowego posiłku, a po nim zwyczajowej siesty. na dwie godziny miasto zapada w letarg,[...]
obraz tego wygasającego w południe dionizyjskiego żywiołu byłby jednak niepełny, gdybym pominął milczeniem pewien istotny - powiedziałbym apolliński - element: od lat uświęcony obyczaj, który każdej soboty, po zakończonym targu, gromadzi na tarasie Cafe Malarte kilka, bywa, że kilkanascie osób, na osobliwego rodzaju sympozjum, które nie będąc uniwersytecką debatą, jest jednak czymś więcej niż zwykłym towarzyskim spotkaniem i przyjacielską dyskusją.
kiedy i jak narodził sie ten zwyczaj - nikt nie wie albo nie pamieta. [...]
zasada jest prosta. rozmawia się na z góry zadany temat. temat uzgadniany jest na poprzednim, sobotnim spotkaniu. tematy bywają rózne : od literatury, filozofii, do aktualnych, często kontrwersyjnych, wydarzeń. ważna jest sama rozmowa. sztuka rozmowy.
animatorem tych spotkań, Amfitrionem - od zawsze - jest człowiek - legenda, człowiek - instytucja - Ladislas Mandel.
przychodzi zwykle pierwszy z koszykiem zakupów i plikiem wyszperanych w antykwariacie książek, zajmuje stolik - jeśli jest lato, na zewnątrz w cieniu platana albo pod wielką, pasiastą żaluzją - jeśli zima, wewnatrz kawiarni, zawsze w tym samym zacisznym kącie pod scianą. wkrótce po nim przychodzą inni, od lat ci sami [...], kładą na stole drobne zakupy: garść oliwek, prażonych migdałów, kiść winogron lub arabskie słodycze...
kiedy jestem w Arles*, nigdy nie opuszczam tych spotkań. ich uczestnikom - moim przyjaciołom - i temu magicznemu miastu, z jego żywiołowością, pogańskim rozpasaniem, ale i racjonalnym umiarem, zawdzięczam ten rodzaj zakorzenienia, obecności, która sprawia, że nie czuje się tutaj przybyszem z inngo świata, ale u siebie, w domu, ze nosze to miasto w sobie, jak rodzaj głodu, że tęsknię za Arles nawet wtedy, kiedy tu jestem. to miejsce do którego należę, ponieważ je kocham i rozumiem.
spotkania i rozmowy z Cafe Malarte czesto kończą się wspolnym obiadem w domu gospodarza, w Paradou. [...]
kiedy w pażdzierniku ** wróciłem do Arles, Ladislasa juz nie było wśród żywych. [...]
w soboty po zakończonym targu Cafe Malarte jak zwykle tętni życiem. uwijają sie kelnerzy, balansując uniesionymi  nad głową tacami pełnymi szklaneczek cinquante-un (pastisu), smukłymi butelkami żródlanej wody, kieliszkami rouge syndical ( czerwonym winem, zwyczajnym), rouge orthodoxe (markowym cotes du rhone), albo kielichami demi-pression, blanche (jasnym piwem beczkowym z plasterkiem cytryny). spotkania i sobotnie debaty trwają nadal, ale utraciły swój niepowtarzalny charakter. i zawsze przy stoliku stoi puste krzesło, o które co chwila upominają się nieswiadomi niczego klienci. (adam wodnicki)

* profesor Adam Wodnicki prowadził tzw. Ateliers de la langue w Międzynarodowym Kolegium Tłumaczy Literatury Pięknej w Arles oraz  gościnne zajęcia pedagogiczne  w Wyższej Szkole Sztuk Pięknych w Tuluzie.

** ostatnie ich spotkanie miało miejsce w maju 2006 roku. Ladislas Mandel zmarł 21 października 2006 roku.

wtorek, 14 czerwca 2011

dwójkowe bajki-samograjki mają towarzystwo.

witamy w domu  babyradio.

a Biedrona pokochała słuchowiska (o Kubusiu Puchatku najbardziej bo to jej ulubiona bajkowa postać). a ja jestem szczęśliwa.

sobota, 11 czerwca 2011
piątek, 10 czerwca 2011
w szkole w Kiełczowie dzieci chrupią marchewki, same wyciskają soki z cytrusów i komponują kanapki. to jedyna w Polsce szkoła, która bierze udział w programie European Schools for Healthy Food. - nie chcemy śmieciowego jedzenia - mówią nauczyciele i dzieci.

szefowa kuchni i sklepiku Krystyna Piejko codziennie sama obiera kilka kilogramów marchwi. soczysta schłodzona marchewka po 10 groszy jest szkolnym hitem. za złotówkę w szkolnym sklepiku można kupić jabłko, gruszkę albo pomarańczę. za dwa złote - kanapkę wedle własnej kompozycji: dzieci same wybierają dodatki, np. pomidor, ser, ogórek. jeśli czipsy, to tylko z buraków, pomidorów i jabłek. żadnych kolorowych gazowanych napojów, wyłącznie woda mineralna. żadnych cukierków, tostów, żelków.

codziennie gotuje się świeże zupy (wczoraj serwowano wiosenną, inną ulubioną przez uczniów jest neapolitańska z serem) i podaje surówki. zupa jest zawsze w wazie, dzieci częstują się nawzajem i zjadają tyle, na ile mają ochotę. wszystkie warzywa i część owoców są od dostawcy z sąsiedniej wsi. za kilka dni przy szkole powstanie ogródek, w którym dzieci same będą uprawiać zieleninę i warzywa. na ścianach wiszą przepisy na serowego jeża, krokodyla z ogórka i łódki z jajek oraz hasło "Jedz lokalnie, myśl globalnie". dzieci same wymyśliły piątki ze smakiem - tego dnia przynoszą własne domowe przepisy i pieką owsiane ciasteczka albo robią sałatki. zwiedzają także lokalne piekarnie, gdzie same piekły bułki.


wiecej na slowfood.pl

nawet w ostatnich WO jest o tym artukuł. no prawie załuję, że juz tam nie mieszkamy:))

czwartek, 09 czerwca 2011

pamiętacie o notatkach z Prowansji  Wodnickiego? bo juz dostępna.

a ja znów znalazłam coś wspaniałego. Tempo di Roma.

we Włoszech istnieją odległe zakątki ale nie ma prowincji. najmniejsze miasteczko kroczy z koroną na głowie równe innym. Rzymianie nie są elegantsi od florentyńczyków, ani smuklejsi od mieszkańców Mediolanu, nie mówią ładniej od tych ze Sieny i nie ruszają się godniej od wenecjan; neapolitańczycy są bardziej pewni siebie. tyle ze rzymianie są zamyśleni. zbut wiele widzieli. mają spojrzenie wyostrzone jak stal, żywe jak błyskawica i silne jak marmur: można o nie uderzyć. by obudzić ich uprzejmośc, trzeba przemawiać słowami precyzyjnie dobranymi, krótkimi zdaniami. po tym poznałem, że znalazłem się w stolicy, nie Italii, ale bardzo starego i bardzo szczególnego świata. wielu rzeczy musiałem się uczyć na nowo.

i mała litera. oto Otto.


poniedziałek, 06 czerwca 2011
i pod moim nożem. 

przede wszystkim sery. wybór padł na nasze lokalne łomnickie dojrzewające  i z tych jestem szczegolnie dumna. i na korycińskie kozie dojrzewające.  i na dwa krowie dojrzewające z dolnej Austrii. 

moi faworyci- krowi z trawą na skórce obłędny, mocny, taki... barczysty. drugi autriacki równie interesujacy.  

potem łomnicki z krowiego mleka z dodatkiem ziół (które niczego nie maskują, nie udają). i choć obawiam się zawsze serów z dodatkami, ten jest pierwsza klasa. potem dojrzewający koryciński bez dodatków. najdelikatniejszy z bandy. taki... smukły (teraz żaluję, że nie spróbowałam też koziego z dynią ale sprzedawca-producent? nie wpłynął na mnie zachecająco niestety) i łomnicki kozi z kozieradką. świetny. próbowałam tez koziego z czarnuszką ale obawiam się, że po smakowaniu wielu serów moje kubki smakowe poszły na łatwiznę i nie doceniły go. 

najsłabszy? zdecydowanie dojrzewający koryciński z czosnkiem. czosnek dominuje, warczy powiedziałabym. a ser, a właściwie jego charakter, gdzieś zwiał. 

miękkie sery tym razem sobie darowałam. zreszta najczęściej mnie rozczarowują. bundze tez. tylko świeży twarożek kozi z naszym lokalnym miodem (np. z Doliny Baryczy albo z wrzosowym z Borów Dolnaśląskich). i wystarczy za inne.

dla zainteresowanych. co dwa tygodnie sobotnim przedpołudniem w Falansterze odbywa się eko bazar. można kupić produkty z podwrocławskich gospodarstw ekologicznych - sery krowie i kozie, warzywa, owoce, przetwory, pieczywo, mąki , kasze, miody.  sery z Koziej Łąki też tam są. i te od Jasia i Małgosi również.




poniedziałek, 09 maja 2011

szparag.

nie rabarbar bo nie lubię i już.

biały szparag klasik z pieca albo z patelni z oliwą i serem. biały szparag, tuńczyk i wstażki (co roku od lat). zielony szparag, anchois, żywy tymianek i bekon - w tym roku to moja ulubiona wersja szparagów (wg Jamiego O.) robiłam juz 3 razy i kolejny pęczek juz czeka. 

na deser szaleje z muffinami. moje ulubione to te z musli. zdecydowanie. i popularny banana bread. i podjadanie domowego masła orzechowego (wg Liski). i smak jeszcze mam na Saturna Dehnela. 


a słońce jest najlepszą przyprawą.

dobrego.


ps. i znalazłam coś fajnego. kup! coockbook.


piątek, 29 kwietnia 2011

Dürer, Kasdepke i Ola Cieslak czyli Zając.

dawno temu w Mamoko. dla wielbicieli. 

od kilku dni piekę słodkości. nigdy wcześniej tego nie robiłam. przez długie lata uważałam, że to nudne. i nagle zmieniłam zdanie. a ciasto pomarańczowe było moim pierwszym ciastem w życiu. tak. pieczenie daje dużo satysfakcji. 

a teraz uciekam łapać słońce.

miłego.

wtorek, 26 kwietnia 2011
wtorek, 19 kwietnia 2011
piątek, 15 kwietnia 2011

morderca juz pukał do moich drzwi i ...

obudziła mnie Biedrona.

bo dziś rano córka uratowała mi życie.


czwartek, 14 kwietnia 2011

Georges-Émile Lebacq 1922


poniedziałek, 11 kwietnia 2011


sery z mleka koziego, miody, przetwory z owoców i warzyw, chleby na zakwasie, ekologiczne jajka, ciasta, nalewki, razowe makarony, zioła z dolnośląskich pól i łąk i oleje, a nawet wędliny- to tylko niektóre z produktów, które można kupić prosto od producenta na jarmarku ekologicznym, który rozpoczął się 9 kwietnia i potrwa do 22 kwietnia.

niedziela, 03 kwietnia 2011
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 26
| < Październik 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31          
Zakładki:
Cafes en Vogue
Cartes Postales Gourmand
Passage Francais
Reminiscencje Frankofońskie
Specialites de la Maison
Un Petit Apéritif