sobota, 23 czerwca 2012

no dobra. wyjeżdzamy. teraz przez dwa tygodnie codziennie będzie sobota.

obłędna perspektywa, co? 

środa, 06 czerwca 2012

opera rara. Cezar w Egipcie

dziś .dwójka. godz. 20:00.

niedziela, 03 czerwca 2012

Prowansja to meandry odniesień - helleńskość, łacinskość, romańskość - stopy stawiane w świeże ślady Fryderyka Mistrala, Alfonsa Daudeta, Marcela Pagnola, Yves'a Bonnefoya, Jean Giono; to cwałowanie przez zielone pagórki Lure u boku szlachetnego karbonariusza, pułkownika huzarów Angelo do bramy de la Saunerie obok składów soli w oniemiałym ze zgrozy, wyludnionym cholerą Manosque, to dzwony nad dachami miasteczek jak osie gniazda wśród skał, to święci, rycerze i trubadurzy, jedenascie tysięcy dziewic pod żaglami z koronki, zamki sięgające wieżami nieba, filozoficzne dysputy w szuadit w przedsionkach papieskiego pałacu, proroctwa Nostradamusa z Saint-Remy, obrzędy consolamentum nocą wśród rzymskich stel.
Prowansja to obrazy: wirujące słońce z płynnej siarki, plamy fioletu i zieleni na trawie, pola maków, oplecione bluszczem drzewa, światło na murach, senne cykady o zmierzchu. a może obrazy bardziej odległe, z innego czasu
, z innego życia; sen, który nie do końca prześnił swój sen o antyku, pół sen, pół jawa jak w fantasmagorycznym teatrze cieni, zalesione zbocza Alpilles, gdzie wśród jarów i urwisk błąka się skarga Echo, rozbrzmiewa tętent centaura, w zaroślach kolcolistu przebiega cień brodatego satyra, który pohukując, chichocząc, slizgając się kozim kopytem po skałach, ugania się za nimfami?

czyli obrazki z krainy d'Oc prof. Adama Wodnickiego. i jestem szcześliwa.

ponadto:
notes toskański w redakcji Zagańczyka.
nic nie widac. opowiadanie obrazów
w tłumaczeniu Anny Arno.

piątek, 01 czerwca 2012

Biedrona w pizamie. matka Biedrony w piżamie. krzyki, piski, tuptanie małych stópek w poszukiwaniu pochowanych w kątach prezentów. słoneczna atmosfera choć za oknem ponuro, leje  i wieje. a jutro wszystko od początku bo spotkanie z wszystkimi dziadkami i ukochanym wujem. i impreza w plenerze, choć patrzac na niebo ... 

dobra. zamawiam słońce i kawę raz !  

piątek, 25 maja 2012

sylweta opactwa kościoła świętego Idziego w Saint-Gilles-du-Gard, jak zawieszony w powietrzu bladobłekitny cień, pojawia się na wiele kilometrów przed miastem. nie przesłaniają jej wyniosłości terenu, skupiska domów ni drzewa. rysuje się w przeźroczystym powietrzu jak zjawa nad leżącymi odłogiem polami, nad wielką równiną porośniętą łoziną i kępami zatrwianu, nad kanałami ukrytymi w gąszczu szorstkiej trzciny, nad mokradłami lśniącymi od oczek wody, gdzie kilometry kolczastego drutu wyznaczają obszary hodowli bojowych toros.

stara, prawie nie używana dzisiaj droga z Arles do Saint-Gilles biegnie wijąc się przez pola i nieużytki, mija małą, złożoną z kilkunastu domów osadę Gimaux, potem dwie albo trzy farmy oddzielone od drogi gąszczem figowców, przekracza garbatym mostkiem kanał, nad którym w maju zanoszą się śpiewem słowiki i wiedzie dalej przez rozległe mokradła, wśród których gdzieniegdzie majaczą na horyzoncie - jak spiżowe posągi Mitry - sylwetki bojowych byków ze sławnej z sukcesów na wielkanocnych korridach w Arles manady du Galoubet*. zza kępy bambusów na zakręcie pojawia sie wreszcie lekki, błekitny cień kościoła. to tutaj. zsiadam z roweru, poddając się magii miejsca i chwili. odurzająco pachną zioła. pod błękitną kopuła majowego nieba zataczając ogromne koła krązą drapieżne ptaki, powietrze pobudzone graniem świerszczy drga jak potrącona opuszkiem palca struna.

w miejscu, w którym ukazuje się nad horyzontem, przebiega granica magicznego kręgu, wewnatrz którego rozciąga się juz inna przestrzeń [...] obok Rzymu, Jerozolimy, Santiago de Compostella, opactwo stało się jednym z czterech najważniejszych i najliczniej odwiedzanych miejsc kultu. (Wodnicki)

 

* słynna hodowla byków.

czwartek, 17 maja 2012

w dopasowywanie odpowiedniego gatunku do dania. lżejsze oliwy, z Ligurii, Sycylii i poludniowej Apulii pasują do jarzyn i delikatnie przyrządzonej ryby. toskańskie i umbryjskie, intensywne w smaku , nadają się do mięs, makaronów, zup i dużych ryb, jak tuńczyk czy miecznik. oliwa o owocowym posmaku z poludnia Francji, kompletnie inna niż włoska, sprawdza sie w potrawach z dodatkiem skórki cytrynowej, fenkułem i szafranem. (Shalleck) 

środa, 16 maja 2012

widok toskańskiej doliny jest dla mnie wzorem doskonałości i znakiem chwil szczęśliwych. w dni jesienne i zimowe noszę go w pamięci jak talizman i szukam dla niego godnego odpowiednika wśród północnych pejzaży. wędruję, szukając ulotnych cieni, wydeptuję szlak, licząc, że w końcu odnajdę dawny kształt miasta, krajobrazu, choćby jego zarys, i wpiszę w niego kilka bliskich mi postaci, mocniej uchwycę ich obecność. samotność jest może najważniejszą częścią podróży, tej prawdziwej wiodącej w odległy świat, i tej, równie ważnej, pozwalającej jedynie siłą wyobraźni podążać w nieznane.

bo jest nowa ksiazka Marka Zagańczyka: Cyprysy i topole

do posłuchania rozmowa z autorem.

siłą tej książki jest wiedza o przedmiocie, czarem – czuły opis.(Hartwig)

 

w ramach serii dolce vita, Czarne wydało W miasteczku długowieczności. Rok przy włoskim stole. można pomyśleć.

 

a w menu na dzisiejszy wieczór Paris Eugene Atgeta (próbka na zachętę). gra mi stereophonics. jest zajefajnie. teraz.  

piątek, 11 maja 2012

Biedrona pokochała ksiazkę little Paris kitchen. żadna nie wzbudziła takiego zainteresowania. ogląda ją kilka razy dziennie. i śpiewa z pamięci kawałek Niezmiennie. i robi fantastyczne ciasto na racuchy. a ! i jeszcze zajada się poppingiem prosto z miseczki.

świetna babka, co? 

 

czwartek, 10 maja 2012

witaj, Sophie !

sobota, 28 kwietnia 2012

upał iście południowy. gołe stopy i ramiona. zaskakujaca cisza na dziedzińcu. Food & Friends czytane po parasolem. szparagi i pieczona ryba w planach na popoludnie. leniwie i słonecznie czyli majówka na starcie. 

środa, 25 kwietnia 2012

ostatnie dni wiosny. powietrze gęstniało od zapachów. lśnień, jaskółczych świergotów. rankiem słońce zapalało ostrą czerwienią girlandy wiosennych obłoków, ale dźwięk dzwonów rozchodził się już bardziej ospale, tracił radosną przejrzystość. rózowa piana kwitnących krzewów zmieniałą się w plamy szarej zieleni, na gałązkach pojawiały sie kolczaste zawiązki nieznanych mi owoców. w poludnie majowy upał dymił z dachówek, gasił kolory, na placykach pod platanami wyostrzał granice światła i cienia. całe miasto: mury, wieże, domy, ogrody, tonęły w miodowej otchłani lata, jak w płynnym bursztynie. wieczorem, pod wielkim kołem księżyca, ukryte w zakamarkach nocy, grały świerszcze. 

*

lubię te powroty polnymi drogami o zmierzchu, często z bukietem barwinku, wiązką maków lub słoneczników przywiązanych do bagażnika, lubię obraz miasta widziany z drugiej strony Rodanu, z wieżami, domami, drzewami, odbity w gładkim jak lustro nurcie rzeki; lubię zapach świeżego pieczywa z piekarni Le pain retrouve przy schodkach na most w Trinquetaille, zjazd z mostu w płątaninę uliczek La Roquette, i wreszcie bezpieczną przystań - dom i fotel wypleciony trzciną z Camargue, w którym siedząc można [...] podnosząc kieliszek popatrzeć pod światło na czerwone jak żarzący się płomień wino [...] przyniesione z sobotniego targu. 

*

jasny, wrześniowy dzien dogasającego lata w Alpilles w rozmytych bielach, ugrach i złocie, z klawesynowym continuo świerszczy, kiedy siedząc wysoko na skalnym złomie, z książką na kolanach patrzyłem w dół, na kamieniste dno doliny, na wędrujące, przejrzyste cienie chmur, które na przemian to zapalały, to gasiły sceniczne światła wielkiego spektaklu nadchodzącej jesieni. pamiętam zdumienie i zachwyt [...] tajemną mową kamieni tej ziemi. (Wodnicki)

czwartek, 19 kwietnia 2012

 



20:01, provence , okna
Link Dodaj komentarz »
środa, 18 kwietnia 2012

 

fotograf wywołuje filmy,

kościelny przygląda sie

murom i drzewom

bardzo uważnie,

chłopcy grają w piłkę,

pralnia chemiczna czyści sumienie

tego spokojnego miasteczka,

trzy starsze damy omawiają koniec świata -

ale wieczorem powraca

tumult morza

i ten zgiełk

odsuwa w niepamięć

miniony dzień. (Zagajewski

 

środa, 11 kwietnia 2012

 

 Claude Monet, 1859

 

śniadać. lubię to słowo. lubię śniadać przy oknie. może dlatego, że zwykle tak było.
okno.
nie chodzi o to, co za nim ale o światło, jakie oddaje. humor nieba. ciała chmur. ptasie odrzutowce. o samą przestrzeń. o lekkość i kolor tej przestrzeni.
okno potrafi rzecz niebywałą - zastąpić towarzysza śniadania.
a potem drobiazgi budują miły poczatek: serwetki w kropki, stary grawerowany nóż, rozsypane okruszki domowego chleba, ulubiona filiżanka, jajko w szklance czy konfitura pomarańczowa. poranna nature morte. może jeszcze Debussy. jak ciepły wiatr.

dzień dobry. 

08:52, provence , okna
Link Komentarze (2) »
sobota, 07 kwietnia 2012

podoba mi się ten pomysł.

puste jajo.

wypełnij je tym, co dla Ciebie najważniejsze.

dobrego swiątecznego. 

 

piątek, 06 kwietnia 2012

frederic bazille 1866

 Frederic Bazille, 1866 

czwartek, 05 kwietnia 2012

puste godziny, nic nieznaczące zdarzenia, ogłupiający banał codzienności. nuda podróży. smutek podróży. kto o tym napisze? kto się do tego przyzna? kto strząśnie z siebie krępujący imperatyw estetycznej delektacji [...]. (Czaja)

poniedziałek, 02 kwietnia 2012

do kawy. 

kowboje z delty Rodanu w GW.

do herbaty.

oratorium Vivaldiego Juditha Triumphans w ramach Misteria Paschalia.

 

czwartek, 22 marca 2012

od obwodu wzgórza Kreminu odrywały się po dwóch rogach, blanki muru, warownie, wieżyczki, a niżej wesołe koszary — zwycięstwo Mikołajów nad Iwanami. dalej dzwonnice: cebule ze złota i zielonych fajansów, oświetlone od dołu, jak aktor przez rampę. górując nad tą włoską cytadelą, chorągiew, podbijana niewidocznym ogniem, rzucała w noc ciche i teatralne uderzenia szkarłatnego języka.
mijaliśmy już mauzoleum Lenina, ubrane czarnymi festonami; fotografia Lenina, olbrzymich rozmiarów, była przyklejona do muru. z każdej strony wejścia do grobowca czuwało po dwóch żołnierzy. nieruchomi i wyprostowani wyglądali jak zamarzłe jesiotry w plecionkach.
(Paul Morand)


nowe ZL. portrety miast. Moskwa                                                          

piątek, 09 marca 2012

- godzina piąta: miasto budzi się ze snu, choć właściwy sygnał rozlega sie dopiero o szóstej. to dzwonią zegary wiezy patronującej miastu Notre-Dame-de-la-Garde. o szóstej pojawiają się pierwsi sprzedawcy gazet: le semaphore, la jeune republique, le citoyen, gazette du midi... na dworzec zajeżdzają powozy hotelowe po gości przybywających pociągiem z Paryża. otwierają się kawiarnie.

- godzina siódma: pora śniadania, wyjść do pracy, otwierania sklepów, księgarń.

- godzina ósma: na ulicach pojawiają się listonosze w zielonych pelerynach z czerwonym znaczkiem na czapkach, śpieszą do biur urzędnicy, bukiniści wykładają swe skarby, rozpoczynają prace redakcje.

- godzina dziewiąta:  rozpoczyna pracę magistrat. pod okienkiem Mont-de-Piete* ustawia się długa kolejka ubogich w oczekiwaniu na zapomogę, ścisk przy okienku poste-restante.

- godzina dziesiąta:  ożywa ulica Beauvau - centrum portowe Marsylii. przed biurami rozlicznych agencji żeglugowych tłoczą się kapitanowie okrętów greckich, austriackich, włoskich, angielskich, szwedzkich.

- godzina jedenasta: pora wermutu. zapełniają się kawiarnie, ożywa giełda.

- godzina dwunasta: przerwa w pracy. miasto powoli zamiera. przez centralne ulice płynie potok ludzi do restauracji, jadłodajni.

- godzina trzynasta: kawiarnie pękają w szwach. przy kawie ożywa hobby marsylczyków, gra w domino.

 

miedzy godziną pierwszą a drugą cudzoziemiec , który wejdzie do jakiejkolwiek kawiarni, zostaje ogłuszony swego rodzaju ogólnym pomrukiem. każdy stolik posiada swych graczy w domino, otoczonych zewsząd galerią kibiców, których zadaniem jest towarzyszyc graczom w partii, rozważać uderzenia, tłumaczyć i przewidywać porażki lub zwycięstwa konkurentów. [...] Marsylczyk uwielbia grę w domino i jestem przekonany, że za zadne skarby świat nie oddałby krótkiej chwili gorączki, którą napawają go te małe kawałki kości w godzinie kawy. (Bertin) 

 

- godzina czternasta: miasto na nowo podejmuje pracę ... ( za F. Ziejka, studia polsko-prowansalskie).

* instytucja pożyczająca pieniądze ubogim na niski procent.

środa, 07 marca 2012

bento. idea plus gadżety, a jakże!

kumin w kapuśniaku. 

owsianka. tak, tak. zaczęłam po trzydziestce.

dom pod kasztanami. 

placki a kaszy gryczanej.

garam dudh czyli gorące mleko z miodem, masłem, bananem, cynamonem i gałką muszkatołową i masala dudh  czyli gorące mleko z przyprawami i orzechami pistacjowymi.

amarantus i melasa ze względu na szalona zawartosć wapnia i żelaza. 

poniedziałek, 13 lutego 2012

teatr radiowy. na zywo. jak za dobrych starych czasów.

Wesele, dziś, godz. 18:00, Radio Kraków.

sobota, 11 lutego 2012
środa, 08 lutego 2012

do Nicei trzeba jechac zimą, i to kiedy człowiek zostanie juz dziadkiem z dobrą rentą. nalezy usiąść przy Promenade des Anglais, rozmyślać o liberalizmie i pisać pocztówki do wiernych klientów. Nicea stanowi najpiękniejszą scenografię dla statecznego mieszczanskiego trybu życia. morze jest tu zupełnie łagodne i rzeczywiście takie jak na nicejskich widokówkach. w pokojach karcianych grają w wista. starsze damy, osłaniając się liliowymi jedwabnymi parasolkami, powoli spacerują pośród ośniezonych palm z większościowym pakietem akcji stoczni w Southhampton w torebkach.

 poszukiwacze przygód przyjeżdzają tu z Monte Carlo odpocząc między dwoma coup. Nicea jest stara i cnotlia. odwiedzają ją królowie i królowe, kiedy nie planują juz zdobywczych ekspansji, patrycjusze z Bazylei, którzy noszą czarne sudruty nawet na przedpoludniowe spacery, jakby udawali się na zebranie zarządu, zmeczeni krupierzy i kobiety pomiedzy czterdziestką a pięćdziesiątką, w pierwszej rozpaczy przekwitania. Nicea pozostała taka sama, jaką była w końcu wieku. nie jest modna, ma pieniądze i nawet dorożkarze są tu dandysami. trzeba tam pojechać, i pojadę zaraz, jak tylko zostanę dziadkiem z dobrą rentą. (Marai) 

 

a dla wielbicieli Pagnola - zakładka literacka. dzis 21:30

 

 

Pierre Auguste Renoir, 1903
 

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 26
| < Czerwiec 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
      1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30    
Zakładki:
Cafes en Vogue
Cartes Postales Gourmand
Passage Francais
Reminiscencje Frankofońskie
Specialites de la Maison
Un Petit Apéritif