poniedziałek, 23 stycznia 2012
piątek, 20 stycznia 2012
środa, 18 stycznia 2012
piątek, 13 stycznia 2012
pieczone cebule z masłem i tymiankiem (wg J. Olivera) duże cebule, te czerwone lepiej się prezentują (jedna na osobę); świeży tymianek; masło; sol. obrać wierzchnią skórkę. odciąć plaster u podstawy, żeby stabilnie stały. u góry naciąć na krzyż tylko do połowy (mają być nacięte a nie podzielone na cwiartki). włozyć do nacięć posiekany świeży tymianek i szczyptę soli (ważne, by sol wsypać w sam środek). na wierzchu cebul polożyć małe porcje masła. piec (np. z czosnkiem w łupinach i kurczakiem na tej samej blasze) w temp 200'C przez ok. 30 min. 3 x p: proste. pyszne. polecam.
i na deser: Traviata z Natalie Dessay. sobota, godz.19-00. dwójka.
środa, 11 stycznia 2012
do Wenecji przyjechałem podenerwowany i nieustannie jadłem. zacząłem od langusty u Canaletta, potem zjadłem coś słodkiego, najpierw u Floriana, a następnie w jednej z cukierni Mercerie , wreszcie krwawy befsztyk w modnej restauracji na Lido. a między posiłkami odwiedzałem muzea i słuchałem Verdiego w kawiarniach na placu Swiętego Marka. w tym wszystkim było coś słodkiego i mdlącego, czego nie mogłem strawić do końca, coś nieświeżego i fermentującego, przyprawiającego o rozstrój żołądka - i w Tintoretcie i w languście, i w komnatach dozów, i nawet w Goldonim. człowiek rozgląda się po Wenecji, na ulicach, gdziekolwiek, i natychmiast czuje, ze powinien zażyć sody. (Marai).
niedziela, 08 stycznia 2012
chorowanie na trzy głosy jest męczące i trudne logistycznie. dziadkowie daleko. inni chorzy. cięzko, no. nigdy nie chorowałam duzo, ale od kiedy jest z nami Biedrona, to sobie odbijam. ech...
czwartek, 29 grudnia 2011
jej krajobraz powraca do mnie jak uczucie cudownej swojskości we śnie i na jawie. jakbym tam coś zostawił. targ rybny w Morlaix. czerwone nadmorskie skały w Tregastel, ciemnoniebieska woda, poważna i wyniosła przyroda. w Roscoff kilkusetletnie drzewo figowe w pewnym ogrodzie. w St. Malo rybacy żyjący i pracujący ciężko i niemo według prastarego, odwiecznego rytuału, ceremonii ustalonej przez współistnienie żywiołu morskiego i miasta. ale to rekwizyty, kostium wspomnienia. a to, co przemawia do mnie nieustannie z tego krajobrazu, woła i wzywa, to nieuniknioność losu, jakbym kiedyś już tam żył. bywają takie pejzaże. nagle zamykają człowieka w sobie i próżno im sie opierać. (Marai)
środa, 28 grudnia 2011
zostało mi trochę kutii domowej roboty. i zrobiłam babeczki. ale moze zna ktoś jakieś inne przepisy na jej wykorzystanie?
sobota, 24 grudnia 2011
rodzinnych spokojnych pełnych smaku i usmiechu pełnych miłosci i wiary w przyszłość
jednym słowem dobrych Świąt.
goście jadą... zmykam.
poniedziałek, 19 grudnia 2011
zachwycający Nowy Jork. prowansalskie Mysterium Paschale w najnowszych ZL. poczytaj mi, mamo. księga druga.
wtorek, 13 grudnia 2011
Biedrona pokochała ostatnio brownie, pudding czekoladowy i chlebek bananowy. przyznam, że jestem trochę zaskoczona. in plus oczywiscie, bo wcześniej wszelkie ciasta domowe omijała wieeeelkim łukiem. czekam niecierpliwie na miłość do warzyw. moze kiedyś... to nieprawda, że akurat Saint-Malo było tak niezapomnianie piękne, a nastrój Pistoi tak boleśnie słodki, a Chartres tak ekscytująco ciemnoniebieskie, a Bergen tak sennie szare i deszczowe. [...] cudowne było wszystko razem, więc nie potrafię się uwolnić od wspomnień, tęsknię do wszystkich tych miejsc naraz i z osobna, do każdego zakątka, niespokojnie i żałośnie. bo to była wspaniała podróż. i wspólna - brała w niej udział cała ludzkość. wszystkie krajobrazy i wszystkie miasta znaczyły dla nas to samo, pozostawiły takie samo wspomnienie. [...] młodość. (Marai)
środa, 07 grudnia 2011
sobota, 19 listopada 2011
piątek, 11 listopada 2011
sery grądzkie mają w końcu swoją stronę ! nic tylko zamawiać. bo dobry czas na to - niskie temperatury. smaczności!
wtorek, 18 października 2011
środa, 05 października 2011
czwartek, 29 września 2011
wtorek, 27 września 2011
sobota, 24 września 2011
obejrzałam wczoraj Tlen Wyrypajewa. żadnej znajomości tematu, rezysera. żadnego kontekstu. przypadkiem. coś mnie zainteresowało, nie zmieniłam kanalu i obejrzałam do końca. na początku myślałam - a, to pewnie rosyjski slam. czad. uwielbiam taką hustawkę. wzniosłosć-kicz. plus-minus. tak-nie. i ta plastyczność twarzy Filimonowa. i muzyka... fenomenalne.
środa, 21 września 2011
wszystko, co robi Jordi Savall bardzo mnie interesuje . w radiowej dwójce (retransmisja) Savall i Xesperion XXI obszerne zaprezentują fragmenty albumu Istanbul, ilustrującego wielokulturowe tradycje oraz zawiłą historię Stambułu - kompozycje księcia Dimitrie Cantemira, tradycyjną muzykę armeńską, pieśni sefardyjskie. dziś o 19-00. bardzo polecam. ------ wczoraj dodano jeszcze fragmenty Zapomnianego Królestwa. było pieknie.
wtorek, 20 września 2011
Biedrona to niejadek. ale oglądając les escapade de Petitrenaud co chwilę wykrzykuje: o ja! albo mniam mniam! albo o ja cie! czyli jej smakuje. i może kiedyś...
poniedziałek, 19 września 2011
w ramach odbywającego się 54. Międzynarodowego Festiwalu Muzyki Współczesnej Warszawska Jesień, po raz pierwszy przygotowany został także program dla najmłodszych. Mała Warszawska Jesień. relacja z wydarzeń tutaj.
a wczoraj radiowa brygada śmierci. słuchaliście? nagrałam ale czy posłucham tego kiedyś po raz drugi... dodałam sobie different trains Reicha i sen nie chciał przyjść.
sobota, 17 września 2011
czwartek, 15 września 2011
łodzie dobijają do przystani. zmierzch opada na ramiona. znów można zamknąć oczy.
wróciliśmy. doświetleni. doprowansjowani. i gotowi na jesień.
był Luberon. był Garlaban. i było morze. tym razem Avignon przyjechał do nas. i było pysznie. bardzo wesoło. i bardzo dzieciniasto. a przebojem tego wyjazdu były moje racuchy, lokalna charcuterie z musem czekoladowym i zupa błotno-rozmarynowa. ulubione zajęcia - cache-cache (maitre Pablo), gotowanie (maitresse Sina), bieganie na golasa w jednym bucie (maitresse Carmen) i noszenie wielkich kamieni i wspinanie się na oliwki (maitresse
Biedrona).
mój och! kulinarny - klasyk: przegrzebki w kremowym sosie. świetny też był piotrosz czyli St. Pierre, król bouillabaisse. moje łee! - klasyk: grand aioli. wersja 2011 pozostawiła mnie obojętną. ps.
były też węże i skorpiony. jeden nawet chciał do Polski. ale odmówiłam usługi.
|