|
Blog > Komentarze do wpisu
na Południukażde miasto jest czymś więcej niż zwykłym skupiskiem domów — jest żywą, cielesną istotą: ma kościec, arterie i krwiobieg, ma wiązki nerwowych włókien. zbudowane jest z żywej, ciepłej materii: domów, ogrodów, placów, lecz także pustych miejsc, słupów zagęszczonej przestrzeni po nieistniejących domach, ogrodach, placach, po nieistniejących drzewach, nieżyjących ludziach, z powietrza, które wchłonęło głosy, zapachy ludzi i zwierząt, klątwy, złorzeczenia i akty strzeliste. rzeczywista i iluzoryczna architektura ze światła i cieni pełna jest niewidzialnych rzeczy, postaci, niewidocznych linii — strumieni sił: biegną równolegle bądź przecinają się, tworząc węzły, zapętlenia w pozornie pustych, nic nieznaczących punktach. takie miasto na ogół bardzo wolno i bardzo niechętnie odsłania swoje sekrety. kiedy pozna się je bliżej, dostrzega się także różne, nakładające się na siebie warstwy. można całymi latami przebywać w jednej, nic nie wiedząc o innych. można przechodzić z jednej warstwy do drugiej. za każdym razem będzie to inne miasto. dla tych, którzy potrafią z nim współżyć, jest przyjazne i otwarte, ba, nawet czułe, dla innych — obojętne lub wrogie; jest wyraźną osobowością i jak każda osobowość miewa kaprysy, dobre i złe dni. potrafi się wdzięczyć, stroić miny, okazywać humory. radosne bywa w wiosenne poranki: okna domów patrzą przyjaźnie, dźwięk dzwonów miesza się ze świergotem jerzyków, uliczny gwar — strzępy rozmów, okrzyki sprzedawców, nawoływania splatają się w muzyczne kadencje, z otwartych drzwi piekarni bije zapach świeżego pieczywa, a w szczerby między płoworudymi dachami wlewa się, jak z alchemicznej retorty, ultramaryna nieba. ale bywa zasępione i chmurne, jakby od wczesnych, porannych godzin dźwigało smutny ciężar dnia; wszystkimi porami wsącza się sine, złe światło, z wpół otwartych bram, jak chory oddech śmierci, zionie zatęchły zapach piwnic, nawet pęknięcia w kamieniu układają się w jakieś złowróżbne znaki. miasta Południa budzą się późno, ale do nocnych godzin żyją intensywnie, w nieustannym podnieceniu, w wiecznej gorączce. prawdziwe życie toczy się na ulicy. dom jest miejscem, gdzie ludzie rodzą się i umierają, gdzie płodzą dzieci, odprawiają sjesty, dzielą posiłki, chronią się przed deszczem i chłodem. ale cała aktywność, od świtu do zachodu słońca, skierowana jest na zewnątrz; wszystko to, co naprawdę ważne, dzieje się w pełnym słońcu, na ulicy, wśród ludzi. [...] ale uważny obserwator łatwo dostrzeże, iż cały ten zgiełk, barwny uliczny teatr, kryje głębszy, podziemny nurt, że całe tutejsze życie, ze swymi zwyczajami, sposobami zachowań, rytuałami i językiem, tak trudne do przeniknięcia z zewnątrz, może rozwijać się tylko w enklawach, jak w siatce grot, i od rana do wieczora, i od wieczora do ranka znajduje pokarm jedynie w sobie samym. i może właśnie to — ten jedyny w swoim rodzaju klimat, w jakim toczy się codzienna krzątanina, wytwór długiej i subtelnej destylacji wspomaganej całą historią, geografią i filozofią—składa się na nieodparty powab, tajemną urodę miasta [...]. (Wodnicki) * czwartek, 17 marca 2011, provence
TrackBack
Komentarze
kemotalamot
2011/03/25 17:13:27
czekam na nia wiec z niecierpliwościa. lubię Cie za podsylanie mi takich cudnych pozycji ksiazkowych. a widziałaś książkę, która ostatnio włoszczyzna polecała??? muszę ja mieć ;)
2011/03/25 17:57:03
mam ją :D znalazłam ja kilka miesiecy temu. czeka cierpliwie na swoja kolej.
a ja u Ciebie dowiedziałam sie o Certified copy. dziekuję, ze o tym napisałaś. może dziś obejrze. jak Biedrona pozwoli. dobrego. 2011/04/04 21:11:45
ja jestem w trakcie tego www.wydawnictwoliterackie.pl/ksiazka.php?ID=2113&PHPSESSID=43729a4678c58a8bb4fd19cfec8020e2
2011/04/13 12:18:36
u mnie kolej na Cafe Museum Makłowicza. choc ciagnie tez do nowego Głowackiego.
|